Mniejsze zło

MNIEJSZE ZŁO
KS. ANDRZEJ LUTER

„Musisz zawsze wiedzieć kiedy, jak, z kim, dlaczego i po co!"  - to credo życiowe ojca Kamila, głównego bohatera filmu Janusza Morgensterna. Film powstał na motywach powieści Janusza Andermana „Cały czas". Miejsce akcji: Kraków, czas: lata 1980-1982. A więc okres nieokiełznanego, anarchicznego wręcz wybuchu solidarnościowej wolności; odreagowania peerelowskiej miazgi, aż po stan wojenny, czyli „zamordowanie nadziei", jak wtedy określano akt z 13 grudnia 1981 roku.

Mniejsze złoTo był także czas błyskawicznego rozrastania się opozycji antykomunistycznej, czas kameleonów, „zeligów", nowych Piszczyków. Tak więc również ojciec Kamila, mistrzowsko zagrany przez Janusza Gajosa, działacz partyjny, wierny wspomnianej na początku maksymie życiowej, założył w swoim zakładzie komórkę związkową, żeby dumnie oświadczyć synowi: „Sto procent Solidarności mam". A na ścianie zawiesił portret Jana Pawła II, bo z Bogiem wadzić się nie można. Przecież przed laty ochrzcił Kamila, w tajemnicy co prawda, gdzieś pod Jelenią Górą, ale takie były czasy. Należy myśleć taktycznie: brak pragmatyzmu - oto co nas gubiło w historii. „Trzeba umieć wąchać czas" i wybierać mniejsze zło. I takie właśnie dobre „powonienie" powoduje, że niezależnie od okresów historycznych i ustrojów, kombatantów i rewolucjonistów „pięć po dwunastej" ciągle przybywa, choć biologia sugerowałaby coś innego.

Śmierć ojca to początek przełomu w życiu Kamila. Chciał być pisarzem. W „Nowym Wyrazie" zadebiutował wierszem „lingwistyczno-plastycznym". Tak naprawdę nie umie pisać, nie ma talentu, ale chce być kimś. Pragnienie sukcesu za wszelką cenę nakręcało jego życie. Metody się nie liczyły. Moralność? Wtedy wszyscy byli konformistami, a bohaterów niewielu. Można się było zatem łatwo rozgrzeszyć. Dobro i zło zawsze są ze sobą nierozdzielnie związane, a w PRL-u wydawało się, że stanowią jedność. Kamil lawiruje więc miedzy partią komunistyczną a opozycją. Podpisze - z oporami - list opozycyjny, dzięki czemu jego nazwisko wymieni Wolna Europa. Taki epizod przydawał się później, w czasie „Solidarności". Rósł autorytet moralny. Piękna karta w życiorysie... Do pozazdroszczenia! Z drugiej strony uda mu się wyreklamować z wojska dzięki siostrze partyjnej koleżanki. Znajdzie się w szpitalu psychiatrycznym w Tworkach (a nie w Kobierzynie? pod Krakowem?), a tam jej siostra, ordynator zakładu, wymyśli mu chorobę i w ten sposób „żółte papiery" uratują go przed „pójściem w kamasze". Postać lekarki (świetny epizod Tamary Arciuch) symbolizuje schizofrenię PRL-u. Zapisała się do partii, bo inaczej nie mogłaby zostać ordynatorem, oficjalnie zatem jest komunistką, ale kocha poezję, a jeszcze bardziej poetów, kibicuje opozycji, namiętnie słucha Wolnej Europy i czeka, aż to wszystko szlag trafi. Kamil traktuje kobiety jako etapy w swojej karierze, jak przedmioty, pojawiają się i znikają, kiedy nie są już potrzebne.

Lesław Żurek, znany z „Małej Moskwy", stworzył postać nowego Piszczyka. Jest całkiem inny niż niepowtarzalny Bogumił Kobiela. Nie ma w nim histerii, jest spokojny, prze do celu, idzie na kompromisy. Jest przystojny, jego chłopięca twarz i uczciwe spojrzenie wzbudzają zaufanie. Wydaje mu się, że nikogo nie krzywdzi, nawet szalonego pisarza ze szpitala w Tworkach (świetny Wojciech Pszoniak), który opętany spiskową teorią dziejów pisze powieść życia, chowając ją w zagłówku... A może ten pisarz tylko udawał obłęd, może to była ucieczka od świata? Może domyślał się, co zrobi Kamil, któremu tak bardzo zaufał?

Tymczasem Kamil dobrze „wącha czas". Współpracuje z opozycją, ale zachowuje pragmatyczny dystans, bo stara się o paszport; spotykał się z sekretarzem komitetu uczelnianego PZPR, ale nie dał się „wciągnąć na członka". Nie poddaje się także ubekom, ma przecież żółte papiery, choć gdyby pozwolili mu wyjechać za granicę, to być może donosiłby na Czesława Miłosza, uprzednio wkradając się w jego łaski, co sugerował w czasie przesłuchania. Lecz nie ulegnie również esbeckiemu szantażowi. Coraz wyraźniej widzi, że egzystuje w „nierzeczywistości", opisanej w tamtym czasie przez Kazimierza Brandysa. I dopiero śmierć ojca, a ściślej - uroczystości pogrzebowe - uzmysławiają mu, że żyje w świecie paranoicznym. „Kiedy tylko zajaśniała jutrzenka swobody, to Ty, Mieczysławie, założyłeś niezależny związek zawodowy" - powie w kazaniu ksiądz, któremu zmarły pomagał załatwić materiały na budowę kościoła. „Nieodżałowana strata - mówi kolega z partii - był najlepszym lektorem powiatowym". A także: „Byliśmy razem z „Jerzym" w oddziale „Węża" z AK" - wspomina kolega z partyzantki. „Jerzy" to pseudonim ojca. Wszyscy spotkali się na chwilę, w perspektywie eschatologicznej. Potem się znowu rozejdą. Ot i cała ówczesna Polska w pigułce. Czy tylko ówczesna?

Kamil spojrzy jeszcze w zbolałą twarz matki zamordowanego stoczniowca. I już wie, że musi się wyrwać z pułapki sukcesu, którą sam na siebie zastawił. Chciałby zostać internowany, bo to byłaby ekspiacja za oszustwo, które wywindowało go na literacki parnas. Ale nawet to początkowo się nie udaje. Znajomy ubek kopnie go tylko w tylną część ciała, krzycząc: „Spierdalaj, tu się pracuje".

Mniejsze złoJanusz Morgenstern zrealizował film, który przywraca nadzieję, że o PRL-u można opowiadać normalnie, bez ideologicznego zadęcia, bez lustracyjnego szaleństwa, a nawet z humorem. Bo przecież tamta niesuwerenna Polska to nie była czarna dziura pomiędzy II a III Rzeczpospolitą. Większość Polaków to nie byli bohaterowie ani zdrajcy, tylko zwykli ludzie, którzy chcieli po prostu żyć, czasami idąc na niegodne kompromisy. Tadeusz Sobolewski w książce „Dziecko Peerelu" pisał, że nie pamięta, by stracił kiedykolwiek poczucie ciągłości życia w ojczyźnie, a pogardliwa nazwa Peerel „obejmowała i prymasa, i sekretarza partii, i poetę, który pisał wiersz o drobinach kurzu widocznych w smudze słońca"; obejmowała także tych ludzi, którzy szczerze chcieli, żeby tamta Polska się udała, a przeżyli rozczarowanie. W „Mniejszym złu" atmosferę nierzeczywistości pogłębia zjawiskowa muzyka Michała Lorenca, psychodeliczny jazz. Bo PRL to była psychodelia, z jednej strony depresja, a z drugiej zwiększona wrażliwość na bodźce.

Film Morgensterna przywraca właściwą miarę w ocenie nas z tamtego czasu, który dobrze, że minął. Żeby spojrzeć na PRL z zewnątrz, trzeba było dopiero stanu wojennego, on przemienił wielu ludzi, tak jak przemienił Kamila, zakłamanego bohatera filmu. Czy na stałe? Dwudziestolecie III RP pokazuje, że niekoniecznie. Ale to temat na zupełnie inny film.

Mniejsze zło
Reżyseria Janusz Morgenstern. Scenariusz Janusz Morgenstern, Janusz Anderman. Zdjęcia Andrzej Ramlau. Muzyka Michał Lorenc. Wykonawcy Lesław Żurek (Kamil), Anna Romantowska (matka Kamila), Janusz Gajos (ojciec Kamila), Wojciech Pszoniak (pacjent), Magdalena Cielecka (aktorka), Tamara Arciuch (lekarka), Borys Szyc (Mareczek), Edyta Olszówka (eseistka). Produkcja SF Perspektywa; Vision Film; WFDiF. Dystrybucja Vision Film. Polska 2009. Czas 110 min

Ks. Andrzej Luter, Mniejsze zło, „Kino" 2009, nr 10, s. 69-70.

© Fundacja KINO 2009

Zmieniony ( 24.10.2009. )