Królik po berlińsku / Esterhazy

KRÓLIK PO BERLIŃSKU I ESTHERHAZY
JAKUB SOCHA

Znaleźć tak ekscytujący temat to jak złowić złotą rybkę. Odkryć, że przez 28 lat małe króliki, zwierzaki niegroźne, uszate, lubiące trawę i rodzicielstwo, zamieszkiwały strefę śmierci Muru Berlińskiego, to dostać do ręki szansę jedną na milion. Dwóch młodych dokumentalistów, Bartek Konopka i Piotr Rosołowski, nie zmarnowało jej. Zrealizowali film atrakcyjny formalnie, odważnie łączący kreację z dokumentalną obserwacją, a przede wszystkim szalenie aktualny, idealnie pasujący do 20. rocznicy obalenia Muru, choć przecież daleki od jubileuszowej laurki.

Królik po berlińsku„Królik po berlińsku” zaczyna się jak rasowy film przyrodniczy. Łagodny, spokojny głos Krystyny Czubówny, kojarzony właśnie z przyrodą na małym ekranie, kreśli sylwetkę głównych bohaterów: opowiada, skąd króliki się wzięły, skąd przybyły, przybliża ich cechy dystynktywne. Potem wrzuca je w czas: historyczny, polityczny, nieciekawy. Powoli opada pył po wojnie i wyłania się z niego nowy ład. Na Placu Poczdamskim, który berlińskie króliki szczególnie sobie upodobały, wzniesione zostały zasieki, a zaraz po nich jeszcze mocniejsze barykady – dwa mury, ten zachodni i ten wschodni. Mury, przez które króliki znalazły się w potrzasku, pułapce, prawdopodobnie wcale dla nich nie stresującej, bo niby czemu – zielonej trawy było pod dostatkiem, było bezpiecznie – wszystkie zagrażające życiu drapieżniki zostały na zewnątrz.

Początkowo wszystko wygląda dobrze. Króliki są szczęśliwe, strażnicy po obu stronach muru zachowują się wobec nich łagodnie, ba, nawet im dogadzają – zasiewają specjalnie dla nich zieloną, pożywną trawę. Nawet oficjele wydają się dumni – zapraszają innych oficjeli, tych z Kuby i tych ze Związku Radzieckiego, fotografują, oklaskują, machają rączkami. Takie zoo, taki raj.

Niestety, wszystko, co dobre, szybko się kończy. Zwierzaki zostają skarcone przez ludzi za niesubordynację, niewinne wycieczki na zachodnią stronę miasta. Zielona łączka staje się polem walki; króliki stają się ruchomym celem.

Patrzymy na tę dziwną historię jak na bajkę, bajkę, która przecież w rzeczywistości się nie wydarzyła. Trudno bowiem przypuszczać, by przygoda berlińskich królików była tak strukturalnie uporządkowana, tak świetnie dramaturgicznie rozpisana. Życie jest mimo wszystko trochę bardziej krnąbrne, trochę bardziej rozwichrzone. Świat bardziej nieuporządkowany, nieprzejrzysty. Konopka i Rosołowski tak naprawdę robią rzecz bardziej ekscentryczną niż wtłaczanie świata oraz życia w dramaturgiczne ramy. Oni naprawdę idą w bajkę. Króliki nabierają cech ludzkich, by ostatecznie stać się ludźmi! Kolejni wypowiadający się przed kamerą eksperci, świadkowie, a za nimi także narrator, nieustannie mówią o nich właśnie jak o ludziach: po ludzku nazywają ich emocje, po ludzku interpretują ich zachowania.

Nie ma co, rośnie alegoria. Film przyrodniczy, którego bohaterami są uszate zwierzaki, bardzo szybko pęcznieje do rozmiarów opowieści o Europie Wschodniej, o jej historii, o historii jej ludzkich mieszkańców. Króliki okazują się tak naprawdę zwykłymi dwunożnymi obywatelami socjalistycznego państwa, którzy od życia chcą tylko świętego spokoju, którzy może tęsknią za wolnością, ale tylko trochę, na pewno nie tak mocno, by poświęcić dla niej to, co udaje im się mieć. Idąc dalej tym tropem, zresztą podsuwanym przez twórców, można by powiedzieć, że upadek Muru jest tu początkiem nowej ery, początkiem bycia na własną rękę, bycia wolnym, bycia w kapitalizmie, a to już – wiadomo – nie są dziecinne igraszki. Runął Mur, więc wróciły wilki; sielanka, choć przecież jakaś szara, zamieniła się w dżunglę: kolorową, ekscytującą, ale przecież szokującą, niebezpieczną.

Królik po berlińskuTo wszystko prawda, i to wszystko w filmie Konopki i Rosołowskiego jest. Mnie jednak ta alegoryczna nadbudowa, chociaż trzeba przyznać, że wciągająca, raczej nie bawi. Nie bawi dlatego, że jest jednoznaczna, obsesyjnie zainteresowana wyrażeniem swojej prawdy. Taka strategia zakłada daleko idące uproszczenia i roszady. Jest w tym filmie gest, którego nie mogę zaakceptować – gest unieważnienia. Oglądając „Królika po berlińsku”, miałem wrażenie, że króliki są tu tylko przedmiotami. A ja w taką zabawę nie wiem czy chcę się bawić; nie wiem czy chcę, patrząc na rozstrzeliwane zwierzęta, myśleć sobie, że to przecież tylko fragment alegorycznej konstrukcji.

Więc jeśli miałbym powiedzieć, czym dla mnie jest „Królik po berlińsku”, to na pewno nie alegorią historii Europy Wschodniej, a raczej metaforą stosunku człowieka do zwierzęcia. Wytaczamy działa, toczymy wojny, budujemy mury, robimy alegoryczne dokumenty. Kotłujemy się we własnych rządzach, robimy swoje, ubiegamy się o Oscara, ale nie zważamy, że dzień za dniem gotujemy zwierzętom niekończącą się zagładę. Każemy im grać w naszym spektaklu role wyłącznie drugorzędne. Nie interesujemy się ich losem, nie zważamy na ich cierpienie – tępe, durne króliki, które wydaje się nam, że zajmują się tylko zjadaniem trawy, nie mogą liczyć na nas. Zawsze, czyli nigdy.

EsterhazyDobrze się stało, że „Królik po berlińsku” wchodzi do kin w jednym pakiecie z „Esterhazym”, dwudziestominutową animacją Izabeli Plucińskiej. I ona bowiem opowiada o króliku, na dodatek takim, który w roku 1989 przybywa do Berlina, by znaleźć żonę, lecz czyni to w inny sposób niż nagradzany na całym świecie dokument. W tej uroczej plastelinowej animacji udało się Plucińskiej zachować czystość spojrzenia. Nie ma tu zawłaszczania, ideologicznej pacyfikacji i uprzedmiotowienia. Tu wszystko się ze sobą miesza. Tu żaden narrator nie wmawia w królika słów – królik odzywa się sam. Dla Esterhazego nie ma barier. Podróżuje ludzkim pociągiem, siedzi z ludźmi przy ludzkim stole. I to jest właśnie bajka; bajka, która mówi, że zwierzęta żyją wśród nas. One też zostały wrzucone w naszą historię, choć pewnie nigdy się o to nie prosiły.

Królik po berlińsku

Reżyseria Bartek Konopka. Scenariusz Bartek Konopka, Piotr Rosołowski. Zdjęcia Piotr Rosołowski. Muzyka Maciej Cieślak. Produkcja MS Films, Polska 2009. Czas 52 min

Esterhazy

Reżyseria Izabela Plucińska. Scenariusz Izabela Plucińska, Anna Jadowska na podstawie książki Irene Dische i Hansa Magnusa Enzensbergera. Animacja Izabela Plucińska, Kirill Abdrakmanov, Markus Grysczok. Scenografia Agata Rojek, Izabela Plucińska. Muzyka Max Knoth. Wykonawcy (głosy) Maciej Stuhr, Maria Peszek, Wiktor Zborowski, Zbigniew Zamachowski. Produkcja Donten & Lacrois Films. Polska – Niemcy 2009. Czas 25 min

Dystrybucja Fundacja Promocji Kina Film Polski.

Jakub Socha, Królik po berlińsku i Estherhazy, „Kino" 2009, nr 12, s. 74-75

© Fundacja KINO 2009

Zmieniony ( 11.12.2009. )