Była sobie dziewczyna


BYŁA SOBIE DZIEWCZYNA
ELŻBIETA KRÓLIKOWSKA-AVIS

Była sobie dziewczynaZapowiedzi filmu Lone Scherfig sygnalizują klasyczną „rom com” - komedię romantyczną. I zapewne tak można byłoby ten obraz gatunkowo zakwalifikować, gdyby nie dwa zastrzeżenia: po pierwsze fabuła to udramatyzowane pamiętniki znanej angielskiej dziennikarki, Lynn Barber, a po drugie – emocjonalne zawirowania życiowe głównej bohaterki, Jenny, noszą wszelkie znamiona doświadczeń całej generacji. Czy to w Londynie, w Paryżu czy w Warszawie. Duńska reżyserka ukazuje zjawisko zwane „wspólnotą doświadczeń pokoleniowych”.

Oto początek lat 60. tuż przed eksplozją rewolucji obyczajowej w wykonaniu Flower Power Generation oraz przed „swingującymi latami”, które w istocie rozpoczęły się dopiero w ’63-64 roku. O tym okresie pisał nieco żartobliwie Philips Larkin:

„Stosunek płciowy zrodził się jako idea

W roku tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym trzecim

Między zdjęciem zakazu z Chatterley (takiej powieści)

A nagraniem przez Beatlesów pierwszego longplaya”.

Jesteśmy więc w Wielkiej Brytanii, wciąż ubogiej po wojnie (kartki żywnościowe zniesiono dopiero w 1954 roku), utrudniającej wyjazdy zagraniczne restrykcjami walutowymi, nudnej, z ciągle żywym etosem purytanizmu. A jednak coś wisiało już w powietrzu. Wyrazem nowego był m.in. entuzjazm dla kultury francuskiej, symbolizującej elitaryzm i postęp. Modny jest egzystencjalizm, czarne golfy, piosenki Juliette Greco. Czytuje się „Człowieka zbuntowanego” Camusa i poezje Ren é Chara, biega z cytatem z Jean-Luca Godarda „wolność to stan permanentnego zawieszenia między ideą a jej spełnieniem” na ustach oraz książką „Marksizm a egzystencjalizm” pod pachą. Młodzież przeżywa zatargi z rodzicami tak klasyczne, że mogłyby być cytowane jako przykłady w podręczniku „Konflikt pokoleń i jak go przetrwać?” z oficyny wydawniczej Jacka Santorskiego. Bohaterka filmu, 16-letnia Jenny, jest córką przyzwoitej mieszczańskiej rodziny z londyńskiego przedmieścia Twickenham. Wrażliwa, inteligentna, trochę nonszalancka, trochę rezonerka, uczy się w dobrej szkole prywatnej, której czesne mocno obciąża budżet domowy. Za to kiedy się postara, ma szanse otrzymać stypendium do któregoś z koledżów Oksfordu, a więc bilet wstępu do zawodowej kariery i lepszego życia. Studia Jenny to cel wieloletnich zabiegów jej ojca, który wzrastał w trudnych warunkach powojennej Wielkiej Brytanii i dziś usiłuje dać jej szansę lepszego startu niż rodzice mogli zapewnić jemu.

I oto pewnego deszczowego dnia wszystko się zmienia. Na przystanku autobusowym zatrzymuje się wytworny samochód i jego elegancki właściciel, David, zawozi dziewczynę z wiolonczelą ze szkoły do domu. Podrywa ją „na kompozytora Edwarda Elgara”. Tak rozpoczyna się romans trzydziestoparolatka z uczennicą. Światowiec David zręcznymi komplementami zyskuje sobie zaufanie rodziców Jenny i pod pretekstem, „aby odwiedzić zaprzyjaźnionego pisarza C. S. Lewisa w Oksfordzie czy wybrać się, oczywiście pod kuratelą jego ciotki Heleny, do Paryża”, rozpoczyna edukację sentymentalną dziewczyny. Mężczyzna traktuje Jenny z delikatnością i rewerencją, i wcale się nie spieszy z konsumpcją seksualną. Robi wrażenie dżentelmena, który świetnie się bawiąc, inwestuje w przyszłe małżeństwo. Kupuje nawet pierścionek, który dziewczyna bierze za deklarację miłości i wspólnej przyszłości. Rodzice akceptują dojrzałego, świetnie sytuowanego epuzera córki, choć do końca nie wiemy, ile jest w tej zgodzie na niekonwencjonalny romans naiwności i prostoduszności, a ile sprytu ludzi, którzy chcą ustawić córkę w życiu.

Najciekawszy jest jednak przypadek głównej bohaterki, Jenny. W istocie tylko ona wie, czego chce, i w dodatku nie waha się po to sięgnąć. Dość już ma uwag ojca: „Nie chcę słyszeć tych wszystkich francuskich piosenek, nie ma ich przecież w programie szkolnym!”. dość ma szkoły z nudnymi nauczycielkami, rygorem i dyscypliną, a także niemądrych koleżanek i kolegów-niezgrabiaszy. Aby poszerzyć pole wolności, uczy się francuskiego i gry na wiolonczeli, słucha piosenek Juliette Greco i z upodobaniem studiuje Camusa, opatrując lekturę nonszalanckim komentarzem: „On nawet nie chce, żeby go lubić. Uczucia to burżuazyjny przeżytek”. I tęskni za światem, którego nie może jej zapewnić ani dom, ani szkoła, ani znajomi z Twickenham. Znajomość z Davidem jest jej wejściówką do raju. Nie tylko do atrakcyjniejszego życia, także w dorosłość.

Była sobie dziewczynaAle co potem? Bo w opowiadaniu o nastolatce zawsze jest jakieś „potem”. Owszem, następuje katastrofa, ale Jenny w żaden sposób nie można potraktować jako ofiary. Bowiem po pierwsze wszystko zdarzyło się za jej przyzwoleniem, po drugie – w dużej mierze na jej warunkach. Przed pierwszą wspólną nocą informuje Davida: „Jestem dziewicą i chcę, żeby tymczasem tak zostało”. Wie, co należy zrobić, kiedy David znika. Także potem, gdy musi się mocno napracować, żeby otrzymać miejsce w Oksfordzie. Mimo zdemaskowania Davida jako seryjnego uwodziciela i oszusta widać, że bilans nie wypada najgorzej. Jenny poznała świat najlepszych teatrów i muzeów, sal koncertowych i aukcji sztuki, nauczyła się kultury, stylu, dobrych manier, nabrała ogłady, a nawet wyrafinowania. I – szczęściara! – los sprzyjał jej na tyle, że po gorzkiej lekcji życia i tak dobrnęła do celu. Choć to akurat nie bez udziału własnej inteligencji, determinacji i ciężkiej pracy. I kiedy mówi do nauczycielki: „Nie, nie jestem mędrcem. Wprawdzie czuję się starcem, ale na pewno nie mędrcem” wiemy, że wiele się nauczyła. Na przykład tego, że nie każda miłość kończy się dobrze, że za nierozważne czyny trzeba płacić, że obok takich mężczyzn jak David istnieją jednak inni, tacy jak jej późniejsi rówieśnicy z Oksfordu, którzy „czekają na życie”.

Filmowi Lone Scherfig ze scenariuszem znakomitego Nicka Hornby’ego pikanterii dodaje fakt, że został oparty na zdarzeniach prawdziwych, zakotwiczony w określonym momencie historycznym i trafnie rejestruje stan psychiczny milionów młodych ludzi w Anglii początków lat 60. Doświadczenia życiowe bohaterów przekładają się na doświadczenia pokoleniowe, co przydaje im wiarygodności i nostalgicznego klimatu. Koniecznie trzeba także wspomnieć o odtwórczyni głównej roli, właściwie debiutantce, Carey Mulligan, która po prostu zawładnęła ekranem. Została już nominowana do nagrody BAFTA i Oscara. Okrzyknięto ją „nową Audrey Hepburn”, bo do złudzenia przypomina pełną wdzięku i dezynwoltury bohaterkę filmu „Śniadanie u Tiffany’ego”. Inteligentnie i z humorem pokazuje Jenny, która bez chwili wahania odrzuca to, co się jej nie podoba, co „stare” i „burżuazyjne”, aby z tego, co zostało, zbudować swoje nowe życie. Ulepić z dobrych wyborów i pomyłek nową osobowość, już nie nastolatki, ale młodej kobiety, która zapewne – już jako studentka w Oksfordzie – dołączy do rewolucji obyczajowej Flower Power Generation. Zmieni świat Twickenham na inny – trochę lepszy, trochę gorszy, czego skutki w sferze świadomości, kultury i obyczajów obserwujemy także dziś.

An Education
Reżyseria Lone Scherfig. Scenariusz Lone Scherfig, Nick Hornby. Zdjęcia John De Borman. Muzyka Paul Englishby. Wykonawcy Carey Mulligan (Jenny), Peter Sarsgaard (David), Alfred Molina (Jack), Emma Thompson (dyrektorka), Olivia Williams (miss Stubbs), Dominic Cooper (Danny), Ellie Kendrick (Tina). Produkcja BBC Films, Wildgaze Films, Finola Dwyer Producitons, Wlk. Brytania, 2009. Dystrybucja Gutek Film. Czas 95 min

Elżbieta Królikowska-Avis, Była sobie dziewczyna, „Kino" 2010, nr 3, s. 68-69

© Fundacja KINO 2010

Zmieniony ( 19.03.2010. )