Alicja w Krainie Czarów


ALICJA W KRAINIE CZARÓW
ALICJA SIKOŃ

Tim Burton przyzwyczaił nas do osobliwego kina autorskiego, lecz jego „Alicja" to „tylko" baśniowa superprodukcja, utrzymana w tak modnej obecnie konwencji „fantasy". Nie czuje się autentyczności w podejściu do tematu, a choć film jest oryginalny, niszczą go disneyowskie standardy. Twórcy twierdzą, że nie jest to adaptacja, tylko nowa historia wykorzystująca postaci i wątki, które wszyscy znamy, lecz nie sposób uciec od porównań z oryginałem. Niestety, egzystencjalno-filozoficzna powiastka przywołana została płytko i powierzchownie. „Alicja" Carrolla jest propozycją pewnych założeń, które możemy przyjąć w odniesieniu do rzeczywistości, wyobrażeń, według których możemy postępować, przyjętego świadomie scenariusza, który realizujemy podróżując przez życie. Jest skierowana do każdego z osobna, tymczasem Burton zrobił film dla wszystkich i dla nikogo - opium dla masowego widza. Literacki pierwowzór jest utworem otwartym, wciąż aktualnym, wchodzącym w nieustanny dialog ze zmieniającą się rzeczywistością. Odnajduje się w rozmaitych kontekstach, obliguje do osobistych, indywidualnych interpretacji, zawiera w sobie dwoistość i ambiwalencję charakterystyczną dla wielowarstwowych, niedookreślonych symboli. Obróbka Burtona spowodowała ich pojęciowe unieruchomienie.

Alicja w Krainie CzarówJednoznaczność i dosłowność filmu uśmierca „Alicję" jak Królowa Kier swych poddanych; znaczenia są płaskie, jednowymiarowe, choć film oglądamy aż w trzech wymiarach. Jak pisze Maciej Słomczyński, jeden z tłumaczy książki Carrolla, jest ona arcydziełem zapisu ludzkiej podświadomości, analizą umysłu pogrążonego we śnie. Jej językiem rządzi gramatyka snu i rytm snu - przenikanie i mieszanie strzępków jawy, zwalnianie, powtórzenia, nagłe zmiany tempa, monotonia i następujące tuż po niej porwane obrazy... Burton zdradził ten oniryczny świat, nie odzwierciedlając jego struktury, która jest esencją niezwykłych przygód Alicji. Niejasny ciąg wydarzeń nie dający się wytłumaczyć regułami zdroworozsądkowej logiki został uporządkowany jako schematyczne następstwo przyczyn i skutków typowe dla konwencjonalnych fabuł. Pozorna przypadkowość spotkania elementów snu, fragmentów, które podświadomość wyrzuca na powierzchnię, kiedy śnimy, została podporządkowana prawom narracji w pełni kontrolowanej przez racjonalne tłumaczenia, które czynią opowieść spójną, lecz naiwną i głupiutką.

Książka Carrolla jest jak sen - to co w niej odnajdujemy, pochodzi od nas samych, kiedy jak montażysta sklejamy symbole przywołane przez autora, nadając im znaczenia, które są zarazem stałe, archetypowe, jak i płynne, osobiste. Zadanie stojące przed reżyserem było karkołomne, ale nie niemożliwe. Przypomnijmy sobie „8 i pół" Felliniego, film którego senna logika oddaje pracę wyobraźni, przeobrażenia delikatnej i przewrotnej materii podświadomości. U Burtona owa Kraina Dziwów jest złym snem, koszmarem, którego boi się mała bohaterka, a pociesza ją dopiero rada, że zawsze można uciec, szczypiąc się we śnie w ramię, jak się zresztą okazuje - bezskutecznie.

Filozoficzne podejście Carrolla można określić jako „perspektywiczne" - postrzeganie świata zależy od perspektywy naszego oglądu. Dla autora książki prawda i ocena są zawsze osadzone w jakimś kontekście. Oznacza to, że coś, co może być dobre dla jednego, może nie być dobre dla drugiego. Prawda ta odnosi się nie tylko do różnych ludzi, lecz dotyczy także tej samej osoby w różnych okresach i sytuacjach. W „Alicji" zostaje wyrażone subiektywno-idealistyczne ujęcie pojmowania i interpretacji świata. Ciało ludzkie zdaje się ułudą, nietrwałą powłoką „prawdziwego" ja, którego podstawą jest świadomość. Wszystko inne jest nietrwałe, złudne, zmienne. W książce odnajdujemy rozważania na temat możliwości poznania subiektywnego i względnego charakteru zdolności poznawczych człowieka. Jesteśmy pozbawieni kryteriów prawdziwości poznania z powodu zmienności i względności świata zjawisk i rzeczy. Każdy może reprezentować jedynie swój punkt widzenia i nie ma sędziego dla rozstrzygnięcia kwestii prawdziwości i fałszu. Nicią przewodnią obu części „Alicji" jest myśl o tym, że świat, istnienie, jest złudzeniem, a życie człowieka podobne jest do snu. Nie ma wyraźniej granicy między rzeczywistością a marzeniem sennym.

Carroll jest spadkobiercą starożytnych wyobrażeń o magicznej mocy zwierciadła. Jego książka pozwala przeżyć tajemnicę odkrycia prawdy w iluzji, realności świata umiejscowionego po drugiej stronie lustra. Alicja, która początkowo obserwuje rzeczywistość odbitą w zwierciadle, wraz z przejściem do lustrzanego świata przestaje odczuwać to, co tam widzi, jako zwykłe odbicie realności. Po drugiej stronie lustra istnieje alternatywny świat, który chwilami wydaje się nawet bardziej realny niż ten prawdziwy. Metaforyka zwierciadła paradoksalnie pozwala człowiekowi, który odczuł siebie jako swe własne odbicie, stać się bardziej bezpośrednim, bardziej bliskim samemu sobie. W książce Alicja odbywa inicjacyjną archetypową podróż, aby odkryć i określić własną tożsamość i zrozumieć, że w każdej sytuacji należy przede wszystkim pozostać sobą - podjąć ryzyko bycia osobą jedyną w swoim rodzaju. Zachęca ją do tego Księżna, dobrodusznie radząc, aby była tym, czym chce się wydawać. Tymczasem w filmie musi ona udowodnić, że jest taką Alicją, o jakiej wszyscy myślą; o tym, kim „naprawdę" jest, decydują inni i narzucone przez nich zadania. Następnie, z pewnymi oporami, spełnia nadzieje i oczekiwania otoczenia. Zawsze są jakieś granice posłuszeństwa, nie to jednak jest istotą naszego wewnętrznego bohaterstwa, drogą rozwoju jednostki. Nie można jednak odmówić Burtonowi przywołania mitu bohaterstwa, kiedy Alicja wyrusza w drogę i staje oko w oko ze smokiem, odkrywając swoją ukrytą moc. Na końcu czeka ją nagroda - poczucie jedności z samą sobą i wspólnoty z innymi. Pokonując smoka odkrywa, że nie jest zagubioną sierotką i nie chce być męczennikiem wiktoriańskich konwenansów, odradza się i wnosi nowe życie do skostniałej społeczności „na powierzchni" - zmienia siebie i świat. Dzięki swej wyprawie zdobywa siłę, aby odmówić odgrywania narzuconej jej określonej roli społecznej, unikając w przyszłości poczucia alienacji i wewnętrznej pustki. Taka jest potęga mitu przywołanego przez Burtona.

Alicja w Krainie CzarówNiestety, oglądając jego „Alicję" czujemy się raczej jak na pokazie mody lub jakbyśmy przeglądali kolorowe zdjęcia z kobiecych pism (tych z górnej półki). Wizualny przepych filmu Burtona jest zbędnym nadmiarem, który ogranicza przestrzeń wolności naszej wyobraźni. Kostiumy i charakteryzacja intrygują i zachwycają, choć zamieniają aktorów w nieżywe, bezduszne manekiny. Nawet główna postać przypomina anorektyczną modelkę z podkrążonymi oczyma i bladą papierową cerą. Efekty specjalne zamieniły surrealizm i groteskę książki Carrolla w hollywoodzki hiperrealizm. Fantastycznym projektom plastycznym brak subtelności i migotliwości symbolicznych przedstawień; w istocie to atrapy ubogie w znaczenia, a nawet puste. Tak powstaje spektakl dla spektaklu, popisu i sztuczek z krztynką magii, a głęboka mądrość książki zostaje przemieniona w błyskotliwą głupotę. Zobaczyć „Alicję" Burtona to jak dostać ślicznie opakowany, drogi, ale byle jaki prezent.

Filmowa Alicja na zakończenie wybiera się w podróż w interesach do Chin, żegnana w porcie przez Absolema, który z gąsienicy przemienił się niebieskiego motylka. Być może, podczas jakiegoś party zakrapianego zieloną herbatą usłyszy od swoich nowych przyjaciół historię o Czuang Czou. Otóż przyśniło mu się pewnego razu, że jest motylem, radosnym motylem, który latał swobodnie, nie wiedząc, że jest Czuang Czou. Nagle zbudził się i znów był po prostu Czuang Czou. I zaczął się zastanawiać: czy motyl był jego snem, czy też on był snem motyla? Czy we śnie był motylem, czy może teraz jest motylem, któremu się śni, że jest Czuang Czou?

Alice in Wonderland
Reżyseria Tim Burton. Scenariusz Linda Woolverton na podstawie powieści Lewisa Carrolla. Zdjęcia Dariusz Wolski. Muzyka Danny Elfman. Wykonawcy Mia Wasikowska (Alicja), Johnny Depp (Kapelusznik), Helena Bonham Carter (Czerwona Królowa), Anne Hathaway (Biała Królowa), Crispin Glover (Skazeusz - Walet Kier). Produkcja Walt Disney Pictures, Roth Films, The Zanuck Company, Team Todd, Tim Burton Productions. USA 2010. Dystrybucja Forum Film. Czas 108 min

Alicja Sikoń, Alicja w krainie czarów, „Kino" 2010, nr 4, s. 67-68

© Fundacja KINO 2010

Zmieniony ( 02.04.2010. )