Chłopiec z latawcem

Chłopiec z latawcem
The Kite Runner, reż. Marc Forster. USA 2007

 CHŁOPIEC Z LATAWCEM
JAN OLSZEWSKI

Dwaj chłopcy zajęci są puszczaniem latawca. Jak nazwać to, co robią: zabawą, sportem, może rytuałem? Puszczanie latawców to zajęcie godne mistrza, ale także estety. Kolorowy latawiec na tle błękitnego nieba prezentuje się wspaniale, zwłaszcza gdy wokół niego tańczą inne latawce. Jest w tym obrazie piękno, poezja napowietrznych przestrzeni, mistyka lotu. Odnosimy wrażenie, że dwaj chłopcy robią to, bo sami marzą, by oderwać się od ziemi.

ImageAliści - uwaga! - to pozór. Chłopcy po prostu biorą udział w turnieju, który odbywa się w Kabulu regularnie, wedle dość brutalnych przepisów. Chodzi o dyscyplinę, która w terminologii sportowej określana jest mianem "walki latawców". Definicja (vide "Encyklopedia sportów świata" Wojciecha Lipońskiego) brzmi: "Puszczanie latawców, podczas którego eliminuje się z walki konkurencję. Następuje to przez splątanie własnego sznurka ze sznurkiem innego latawca i oderwanie go od uwięzi. (...) Początkujący gracz może stracić nawet ok. 100 latawców". Nieźle! Nic dziwnego, że zwycięzcy budzą nie tylko uznanie, lecz także nienawiść. Tak jest i w naszym przypadku. Jeden z bohaterów zostaje po turnieju zaatakowany i poniżony.

Pozór i prawda. Pozór jest zawsze piękny, prawda - często brzydka, odstręczająca. Zderzenie tych wartości powraca w filmie kilkakrotnie. Pojawia się także w historii przyjaźni bohaterów. Nazywają się Amir i Hassan, są prawie w tym samym wieku, mają jedenaście lub dwanaście lat, Amir chyba nieco starszy. Mieszkają w Kabulu, w tym samym domu. Razem buszują po mieście, uchodzą za nierozłącznych. Przyjaźń doskonała? Niekoniecznie. Po pierwsze - z racji nierówności społecznej. Amir jest synem człowieka zamożnego i wykształconego, współtwórcy miejscowej elity intelektualnej sympatyzującej z Europą, właściciela eleganckiej rezydencji. Hassan jest synem służącego w tejże rezydencji. To oczywiście nie znaczy, że syn pracodawcy i syn pracownika nie mogą się przyjaźnić, ojciec Amira w pełni tę przyjaźń aprobuje. Ale jest jeszcze obiekcja inna: Amir jest Pasztunem, Hassan - Hazarem. Rzecz w tym, że społeczeństwo afgańskie jest niejednolite etnicznie i wyznaniowo. Grupę najliczniejszą i najbardziej wpływową stanowią Pasztunowie, wyznawcy islamu w wersji sunnickiej. Na przeciwległym biegunie struktury ludnościowej znajdują się Hazarowie, mniej liczni i od wieków spychani w sytuację warstwy upośledzonej. Ich obcość ma przyczyny głównie etniczne, wywodzą się z plemion mongolskich, reprezentują odrębny typ antropologiczny, łatwy do rozpoznania.

Przyjaźń między Pasztunem a Hazarem - czemu nie? Ale do czasu. To Hassan pada ofiarą napaści po turnieju latawców. Amir jest świadkiem wydarzenia, może pospieszyć z pomocą przyjacielowi, ale tego nie czyni. Przygląda się biernie, potem ucieka, a jeszcze później robi wszystko, by pozbyć się Hassana z domu. Gdy kolejne próby nie przynoszą rezultatu, montuje łajdacką intrygę, w której wyniku Hassan zostaje posądzony o kradzież.

Brzydka prawda triumfuje po raz drugi. Czy tak być musi zawsze? Zanosi się jednak, że za trzecim razem będzie inaczej. Bo oto, co się dzieje: w 1979 do Kabulu wkraczają Sowieci, Amir i jego ojciec opuszczają kraj, przenoszą się do Ameryki. Amir pracuje i uczy się, kończy studia, pisze i wydaje książkę, żeni się. O Hassanie - takie odnosimy wrażenie - nie myśli. Lecz w roku 2000 odbiera ważny telefon z Pakistanu, wyrusza w podróż, w Peszawarze czekają nań ważne wiadomości. Najważniejszą jest ta, że Hassan nie żyje, że zostawił syna Sohraba, który jako sierota przebywa w domu opieki. Amir podejmuje karkołomną wyprawę: w przebraniu dociera do Kabulu, z narażeniem życia wyrywa małego Sohraba spod kontroli opiekunów. Wywozi do Ameryki, adoptuje.

Czyli nagła zmiana podejścia do problemu pasztuńsko-hazarskiego. Czy to wpływ Ameryki, która ostatnio raczej pobłażliwie traktuje odrębności etniczne? A może chodzi o zmiany w egzegezie teologicznej islamu? Religioznawcy utrzymują, że islam dysponuje przykazaniem podobnym do tego, który my w Europie znamy z Ewangelii: "Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego" (Mt. 22,39). Wersję islamską cytuje Helmuth von Glasenapp w książce "Religie niechrześcijańskie". Prorok miał powiedzieć: "Nikt z was nie jest wiernym, jeśli bratu swemu nie życzy tego samego, czego życzy sobie samemu". Znaczenie obydwu sformułowań jest prawie takie samo, jednakże wątpliwości budzić może sens słowa "brat". Czy znaczy ono to samo, co słowo "bliźni" w Ewangelii? Bo tam definicja zawarta jest w przypowieści o dobrym Samarytaninie (Łk. 10, 30-37). Z tej przypowieści wynika, że bliźnim jest każdy człowiek. W wersji islamskiej sens słowa "brat" może być inny. Może znaczyć tyle, co "krewny, współplemieniec". Innymi słowy: swój, w przeciwieństwie do obcego. Zdaje się, że Hassan w swej praktyce życiowej spotykał się raczej z tą drugą interpretacją. Był Hazarem, a więc obcym, słowo brat do niego się nie odnosiło.

I teraz coś się zmienia. Mamy w filmie znaczącą scenę. Teść Amira powiada: "Chciałbym wiedzieć, co w tym domu robi ten hazarski chłopak". Amir odpowiada: "Proszę, by nikt w tym domu nie nazywał Sohraba "tym hazarskim chłopakiem"". Czyżby ideologia pasztuńska ulegała rozwodnieniu?

Otóż nie. Ona się wcale nie rozwadnia, ona się wzmacnia. Amir adoptuje i broni Sohraba nie tylko dlatego, że chłopak jest synem dawnego przyjaciela. Także, a może przede wszystkim dlatego, że jest to jego bratanek. Albowiem Hassan był jego przyrodnim bratem. To jedna z rewelacji, które wychodzą na jaw w Peszawarze. Ojciec Amira utrzymywał stosunki cudzołożne z żoną swego służącego, owocem tego związku był właśnie Hassan. Elita intelektualna - elitą, ale islamskie prawo do wielożeństwa jest ważniejsze. Amir przyjmuje Sohraba do swego domu, bo ten ma w sobie krew pasztuńską. Żadnych złudzeń, panowie!

Tak oto wracamy do punktu wyjścia. Konflikt między pozorem a prawdą ma w "Chłopcu z latawcem" charakter strukturalny, bo wynika organicznie z genezy dzieła. Najpierw była książka. Khaled Hosseini napisał powieść o tym, że grzech popełniony w latach dzieciństwa może zaciążyć na życiu dorosłym; że niekiedy bardzo trudno zdobyć się na zadośćuczynienie. Rzecz była utrzymana w tonie romantyczno-heroicznym, nieco egzaltowanym, odniosła duży sukces. Później książkę wziął w ręce reżyser Marc Forster, niby Amerykanin, ale tak naprawdę Europejczyk. Dostrzegł, że pod warstwą egzaltacji kryje się bolesna prawda o Afganistanie. Postanowił ją ujawnić - i tak powstał film.

Więc książka i film to dwie różne rzeczy. Książka jest pełna naiwnego optymizmu. Khaled Hosseini zdaje się wierzyć, że każda krzywda może być naprawiona, że potrzebny jest tylko ogromny zasób dobrej woli i że dobra wola zawsze się znajdzie. A co mówi film, co mówi Forster? Czy krytykuje, potępia? Nie, skądże. Forster mówi tak: "Miara i prawo z jednego świata w drugim świecie niewarte są nic. (...) Chcesz coś zrozumieć, wyjaśnić na siłę, siejesz zamęt, krzywdzisz. Ludzie tego nie rozumieją". Jest to krótki cytat z książki Piotra Wojciechowskiego "Czaszka w czaszce". Wojciechowski kreuje tam obraz fikcyjnego cesarstwa, które trochę przypomina monarchię habsburską, ale jest o wiele rozleglejsze. Żyje tu nieskończona liczba ludów, cywilizacji. Niby wszyscy chcą cesarstwa bronić, ale nie potrafią się porozumieć. W filmie nie ma nieskończonej liczby cywilizacji, są tylko dwie, ale to wystarczy. Khaled Hosseini radośnie wierzy, że porozumienie jest tuż. Forster w to wątpi.

I ta niewiara powraca w finale filmu. Jest jak na początku: błękit nieba, tańczące latawce, bezkres powietrznych przestrzeni. Jesteśmy w Kalifornii, ale Amir czuje się tak, jakby nagle został przeniesiony w czasy dzieciństwa. Hassana już nie ma, ale jest Sohrab. Amir uczy bratanka, jak to się robi. Khaled Hosseini dostrzega w tym wszystkim radość, swobodę, wiarę we własne siły i w przyszłość. Forster widzi coś więcej. Na przykład to, że Amir stosuje specjalny sznurek o zwiększonej szorstkości, uzyskanej dzięki sproszkowanemu krzemieniowi. Amerykanie puszczający swoje latawce nic o tym nie wiedzą. Dziwią się, że ich latawce urywają się z uwięzi. Dwaj Pasztunowie na wyprawie rozbójniczej: damy im popalić, ci głupi Amerykanie nie mają o niczym pojęcia! Istotnie, nie mają. Do czasu.

The Kite Runner
Reżyseria Marc Forster. Scenariusz na podstawie powieści Khaleda Hosseiniego David Benioff. Zdjęcia Roberto Schaefer. Muzyka Alberto Iglesias. Wykonawcy Khalid Abdalla (Amir), Homayoun Ershadi (Baba), Shaun Toub (Rahim Khan), Said Taghmaoui (Farid). Produkcja Dreamworks SKG, MacDonald/Parkes Productions, Neal Street Productions, Participant Productions, Sidney Kimmel Entertainment, Wonderland Films, USA 2007. Dystrybucja UIP. Czas 122 min.


Jan Olszewski, Chłopiec z latawcem, „Kino” 2008,nr 2, s. 74-75.

© Fundacja KINO 2008


Zmieniony ( 07.03.2008. )