Take This Waltz

TAKE THIS WALTZ
IWONA CEGIEŁKÓWNA

„Ile razy można umrzeć z miłości?” – pytała w wierszu Halina Poświatowska. I czy po raz kolejny nie „umieramy z rutyną coraz mniej wzniośle?”. A może „każda miłość jest pierwsza?”. Odpowiedzi na te pytania szuka w swoim najnowszym filmie Sarah Polley. Aktorka, kojarzona i z komercyjnych hitami („Istota”, „Świt żywych trupów”), i z kinem z górnej półki („eXistenZ”, „Moje życie beze mnie”), od kilku lat zajmuje się również reżyserią. Z sukcesem, bo jej nakręcone w 2006 roku „Away from Her” wyróżniono nominacją do Oscara za scenariusz. „Take This Waltz” to trzecia pełnometrażowa fabuła w jej dorobku.

ImageTemat wydaje się banalny i trąci melodramatem w tonacji sepii: mężatka z kilkuletnim stażem zakochuje się w przypadkowo poznanym mężczyźnie. Jednak Polley potrafiła przekuć ten banał w naprawdę nietuzinkowe kino. Subtelnie zrealizowany dramat obyczajowy to opowieść nie tyle o małżeńskiej zdradzie, co o poszukiwaniu samego siebie w meandrach uczuciowych ambiwalencji. I o tym, że paradygmat „prawdziwej miłości” wyznaczają rozmaite, niekiedy nawzajem się wykluczające czynniki.

Margot (Michelle Williams, nagrodzona za tę rolę przez Koło Krytyków Filmowych Vancouver) jest od kilku lat oddaną żoną autora książek kucharskich, Lou. Emblematyczne dla jej postawy są już pierwsze sceny filmu, gdy na lotnisku udaje osobę niepełnosprawną. Margot gubi się w labiryntach lotniskowych procedur, więc fakt, że jest wożona na wózku, daje jej poczucie bezpieczeństwa, zwalnia z odpowiedzialności. Podobną postawę przyjmuje w relacji z Lou: małżeństwo to dla niej coś znajomego, stałego; przy mężu czuje się bezpiecznie, choć łączy ją z nim raczej przyjaźń i przywiązanie niż namiętność. Tę trudną do zdefiniowania nutę, dzięki której czujemy do drugiej osoby coś naprawdę wyjątkowego, wzbudza w niej dopiero przypadkowo poznany Daniel – malarz, dorabiający jako rykszarz.

W chwili spotkania oboje są w sytuacji granicznej: zdają się egzystować w poczekalni życia, czekając na jakiś impuls, który pobudzi ich do działania. On maluje, ale nigdzie nie wystawia prac, bo – jak mówi – „jest tchórzem”. Ona chce pisać, a właściwie już pisze, ale nie to, co chce. Życie w takiej Nibylandii wydaje się wygodne – nie musimy z nikim ani z niczym konfrontować swoich poczynań. Pisanych do szuflady wierszy nikt nie cenzuruje. A jednak i Margot, i Lou ten pozorny komfort nie wystarcza – oboje mówią o strachu przed życiem gdzieś „pomiędzy”, niespełnionym, niepełnym.

Opowiadając o ich intymnej relacji Polley kreśli portret takiego niespełnionego, żyjącego gdzieś pomiędzy pokolenia. Jej film jest utrzymany w duchu „mumblecore”, choć trudno go zaliczyć do tego nurtu, choćby ze względu na koszty produkcji (nieporównywalne z niskobudżetowymi filmami Lynn Shelton, Marka Duplassa czy Joe Swanberga). Z twórcami spod znaku „mumblecore” łączy Polley problematyka (młodzi ludzie vs era konsumpcji) i sposób jej podania (bez moralizowania, podawania recept na życie czy przesadnego rozdzierania szat).

Gdyby „Take This Waltz” miał być utworem muzycznym, byłby nie dostojnym tytułowym walcem, ale walczykiem – granym w tonacji c-moll. W niemal każdym kipiącym optymizmem kadrze (bajecznie kolorowym, rozświetlonym słońcem) kryje się nutka melancholii. Cicha, a jednak na tyle wyraźna, by budzić niepokój. Zainspirowany piosenką Leonarda Cohena film to rodzaj poetyckiej ballady. Oddaje to i sposób narracji (niespieszny, pozbawiony wyraźnych „suspensów”), i zdjęcia Luca Montpelliera utrzymane w klimacie impresjonistycznego malarstwa. Kamera zatrzymuje się na kroplach wody, promieniach słońca, drobnych detalach.

ImageRekwizyty, zapachy i smaki są ważne – dekodują rzeczywistość. Dom Margot i Lou jest więc ciepłą, bezpieczną przystanią w chaosie codzienności. W standardowo urządzonych wnętrzach, przywołujących estetykę pocztówkowych lat 50. i 60., unoszą się kojarzone z sielskim dzieciństwem zapachy pieczonego ciasta. Kawalerskie mieszkanie Daniela jest urządzone z niedbałą nonszalancją. Odmiennie są też pokazane relacje intymne, które łączą Margot z Lou i Margot z Danielem. Związek z tym pierwszym jest niemal odarty z erotyzmu (jego składowe to przytulanie i… wspólny sen). Związek Margot z Danielem kipi seksem i eksperymentami łóżkowymi. Ale – jak się wydaje – brakuje w nim stabilizacji.

Ta uczuciowa dychotomiczność towarzyszy bohaterce Polley do końca filmu. „Czy można kochać dwóch mężczyzn jednocześnie”? – pytała w jednym z odcinków „Dekalogu” Krzysztofa Kieślowskiego młoda kobieta grana przez Krystynę Jandę. Odpowiedź brzmiała: „Nie można. Trzeba wybierać”.

Margot wybiera, wiedząc, że jednocześnie coś traci. I że poczucie bezgranicznego szczęścia to iluzja, a bycie z jedną osobą często wiąże się z ofiarą złożoną z innego uczucia.

Take This Waltz
Reżyseria i scenariusz Sarah Polley. Zdjęcia Luc Montpellier. Scenografia Matthew Davies. Muzyka Jonathan Goldsmith. Wykonawcy Michelle Williams (Margot), Seth Rogen (Lou), Luke Kirby (Daniel), Sarah Silverman (Geraldine), Jennifer Podemski (Karen). Produkcja Joe’s Daughter & Mongrel Media, Kanada 2011. Dystrybucja Solopan. Czas 116 min

Iwona Cegiełkówna, Take This Waltz, „Kino" 2012, nr 10, s. 79

© Fundacja KINO 2012

Zmieniony ( 05.10.2012. )