Obława

OBŁAWA
MICHAŁ PIEPIÓRKA

ImageZmiana obrazu polskiego żołnierza walczącego w II wojnie światowej to nie lada wyzwanie dla całej naszej kinematografii, zdecydowanie przekraczające możliwości jednego filmu. Jednak Marcin Krzyształowicz podjął się tego zadania przybliżając je życiu: umazał błotem i krwią, dał nieco przymarznąć i poczuć głód, aby z pomnika zszedł człowiek. Człowiek pełen niejednoznaczności, tęsknot i pragnień – uwikłany w czas, w którym przyszło mu żyć, będący znaczącym kontekstem, uniemożliwiającym proste podziały na szlachetnych i niegodziwców. Krzyształowicz pokazuje w „Obławie”, że nawet największego łajdaka stać na odruch serca, a szeregowy polski żołnierz może być zwyczajnym sadystą, czerpiącym okrutną satysfakcję z zadawania bólu wrogowi.

Kapral Wydra jest partyzantem odpowiedzialnym w swoim oddziale za wykonywanie wyroków śmierci Polskiego Państwa Podziemnego. Prowadza skazańców po lesie i strzela w tył głowy. Żaden z niego bohater wierzący w bogoojczyźniane wartości – zwyczajnie wykonuje polecenia wyższego rangą. Nie będzie inaczej, kiedy przyjdzie mu zaprowadzić do lasu kolegę ze szkolnych lat – małomiasteczkowego kolaboranta. Zanim wyceluje w niego pistolet, miło pogawędzi o minionych czasach, zje kolację i napije się wódki. Ten wieczór, choć spędzony w towarzystwie donosiciela, będzie namiastką normalności, do której tak tęsknią mieszkający w lesie żołnierze. Partyzancka codzienność jest dla nich odartą z wszelkiego romantyzmu i patriotycznej dumy walką o przetrwanie. Leśne życie u Krzyształowicza to powolne obumieranie zmęczonych ludzi, oczekujących niemieckiej obławy, z której zapewne nie uda się im wyrwać.

Czas historyczny jest w „Obławie” co prawda czasem znaczącym, ale jednak tłem dla wielopłaszczyznowej opowieści o zdradzie, która również współcześnie nie traci na aktualności. Dzięki rezygnacji z linearnie prowadzonej fabuły, skomplikowaniu ulega ocena rzeczywistości i bohaterów, z których żaden nie jest bez winy, a zdrajca może zostać częściowo usprawiedliwiony szlachetnymi motywacjami. Kilkakrotnie powracamy do tych samych wydarzeń, które za każdym razem zostają uzupełnione o nowe szczegóły, bądź przedstawione z punktu widzenia innej postaci. Precyzyjne cięcia montażowe nieustannie pozostawiają znaczące niedopowiedzenia, które w momencie uzupełnienia komplikują ocenę bohaterów i oglądanych wydarzeń.

Silnie ingerującemu w tworzenie znaczeń montażowi towarzyszy pieczołowicie skomponowana strona wizualna, za którą odpowiedzialny był Arkadiusz Tomiak. Obraz mówi w „Obławie” o wiele więcej niż słowa, które zostały ograniczone do niezbędnego minimum. Język bohaterów pozbawiony jest ponadto dosłowności – dialogi nie dopowiadają tego, co możemy zobaczyć na ekranie. Groza wojny została oddana przez ocierające się o naturalizm zdjęcia i minimalistyczną scenografię. Krzyształowicz udowodnił, że nie trzeba sięgać po technologię 3D ani przelewać hektolitrów krwi, aby przybliżyć widzowi wojenne okrucieństwo.

Wielka w tym zasługa również aktorów. Film utkany jest z silnych, często zupełnie przeciwstawnych emocji szarpiących bohaterami, jednak na ekranie nie mówi się o nich ani słowem. Tylko twarz Marcina Dorocińskiego, grającego kaprala Wydrę, zdradza tęsknotę za normalnością – czystą pościelą i zapachem chleba – którą stara się maskować zimną brutalnością egzekutora. Słowa uznania należą się całej obsadzie, ale te najcieplejsze należy skierować właśnie do Dorocińskiego oraz Weroniki Rosati i Macieja Stuhra. Mieli oni do wykonania najtrudniejsze zadanie: wcielili się w najbardziej charakterologicznie złożone postacie, gdzie spektrum granych przez nich emocji rozciągało się od nieludzkiej wręcz bezwzględności po obezwładniający strach.

Image„Obławę” można przyrównać do ostatnich dokonań Wojciecha Smarzowskiego i Borysa Lankosza – reżyserów, którzy również osadzili akcję swoich filmów w przeszłości, by ją sproblematyzować i poddać reinterpretacji. Żaden z nich nie sięgnął jednak do czasów II wojny światowej. Krzyształowicz musiał więc w pojedynkę stoczyć walkę z utrwalonym w naszej kinematografii stereotypem zawsze odważnego i szlachetnego polskiego żołnierza i jego wiernie kochającej kobiety. Dzięki oddaniu wielowymiarowości tych postaci zwrócił im ludzkie twarze. Uniemożliwił również stawianie jednoznacznych ocen zachowań i wyborów bohaterów, którzy mogliby powtórzyć za milicjantem z „Domu złego”: „Prawda (również ta historyczna)? Nie ma takiej”.

Obława
Reżyseria Marcin Krzyształowicz. Scenariusz Marcin Krzyształowicz. Zdjęcia Arkadiusz Tomiak. Muzyka Michał Woźniak. Wykonawcy Marcin Dorociński (kapral „Wydra”), Maciej Stuhr (Kondolewicz), Sonia Bohosiewicz (żona Kondolewicza), Weronika Rosati („Pestka”), Andrzej Zieliński (porucznik „Mak”). Produkcja Skorpion Arte. Polska 2012. Dystrybucja Kino Świat. Czas 96 min

Michał Piepiórka, Obława, „Kino" 2012, nr 10, s. 67

© Fundacja KINO 2012

Zmieniony ( 19.10.2012. )