Wir

WIR
JOANNA OSTROWSKA

ImageW „Wirze” ostatnia wojna bałkańska pojawia się tylko jako złe wspomnienie przeszłości. Bardziej boli zwykła, szara codzienność. W postkomunistycznym powojennym kraju młodzi łączą się w małe grupki, tworzą subkultury, radykalizują się, bo ratunek widzą tylko i wyłącznie w rządach silnej ręki. Ich biografie przypominają odrobinę historie bohaterów niskobudżetowych filmów akcji. Grunt to przetrwać za wszelką cenę, zarobić fortunę i w końcu znaleźć miłość swojego życia.

U Kosovčevicia chodzi przede wszystkim o pokiereszowaną, straconą młodość grupki przyjaciół z podwórka, którym udało się przeżyć wojnę, ale którzy teraz nie są w stanie przetrwać w nowej rzeczywistości. Czterdzieści osiem godzin z życia Bogdana, Kale’a i Grofa przypomina coś w rodzaju sądu ostatecznego. Jedno z ich pierwszych wspólnych wspomnień to samosąd nad małoletnim Romem przed domem, na podwórku. Zaczęło się od plotki, skończyło na stryczku i domowej awanturze. Później musiało być już tylko gorzej.

Bojan-Vuk Kosovčević do jednej ze scen domowych, w których mały Bogdan zostaje ukarany za „podwórkowe przewinienie”, zaprosił Emira Kusturicę. Jugosłowiański reżyser, który w dość newralgicznym momencie politycznym poparł Slobodana Miloševicia, a potem jego następcę, Vojislava Koštunicę, odgrywa w „Wirze” drobny epizod. Jako ojciec Bogdana jest uosobieniem najgorszych cech serbskiego nacjonalisty. Żonę i syna traktuje jak zło konieczne. Jeszcze gorsze zdanie ma o wszystkich „innych”, którzy ośmielają się brukać serbską ziemię. W dodatku jest uzależniony od alkoholu. Taki tradycyjny patriota, który nie do końca poradził sobie z „jugosłowiańską wojną ojczyźnianą”.

Neonazistowska bojówka pod wodzą Bogdana marzy o wielkich bitwach i równie wielkich zwycięstwach. Większość czasu nacjonalistyczni wojownicy spędzają jednak na osiedlowej ławce. Co jakiś czas zaczepiają niewinne dzieciaki. Lubią sobie popić, wybrać się na koncert własnych kapel w obskurnych piwnicznych klubach, gdzie rozwalenie butelki na głowie jest biletem wstępu do grona „odważnych”. Teksty ich piosenek, co ciekawe, dotyczą nie tylko wyższości rasowej, ale przede wszystkim diabelskiego działania inflacji i kapitalizmu w postkomunistycznej Serbii. Brak perspektyw dla dumnego potężnego ruchu narodowego spędza im sen z powiek.

O pieniądze nie martwią się natomiast okoliczni rozbójnicy, drobni dresiarze ze złotymi łańcuchami na szyi, którzy w dość kuriozalny sposób imitują styl amerykańskich gangsta. Na ich czele stoi nieustraszony książę złodziei – Kale. Jego wujek to stary wyga – agent poprzedniego systemu, który co jakiś czas ratuje chłopaka przed wyrokiem śmierci. Pragnie wysłać siostrzeńca na Cypr, ale Kale nie chce wyjechać, dopóki honorowo nie pomści morderstwa najlepszego kumpla.

Bogdana i Kale’a (skina i dresiarza) po latach łączy tylko Grof – malarz, artysta, kiedyś żołnierz, który w trakcie wojny przeżył traumę. Grof jest dziwakiem, ale koledzy z przeszłości doceniają jego patriotyczny epizod i akceptują ciągłe rozmowy z samym sobą. Wojenny weteran uparcie maluje gigantyczny obraz-graffiti przedstawiający tytułowy bezlitosny wir. Twórcy nie pozwalają nam o nim zapomnieć nawet na moment. Generalnie zresztą, film Kosovčevicia wypełnia dość nachalna i tandetna metaforyka, która nawiązuje do „jugosłowiańskich, serbskich odmętów”.

Oprócz kobiet-oblubienic pojawiają się w filmie także tajemnicze topielice, wróżki i duchy dawnych przyjaciół z wojska. Całość przypomina starodawną przypowieść o nieszczęśliwej krainie, gdzie jedynym lekarstwem i ukojeniem są lokalne baśnie i mity. Choć te przedstawione w „Wirze” nie mają wiele wspólnego z bogatą serbską mitologią narodową, w której np. krew męczenników wyznacza granice państwa i narodu.

ImageW „Wirze” obrazek straconego pokolenia młodych Serbów kojarzy się przede wszystkim z postaciami straconych synów, cierpiących za grzechy własnych ojców i przodków. Podobnie zresztą jak sam Kosovčević: debiutant, który zaprasza do filmu wielkiego Kusturicę – „kapryśnego feudalistę, absolutnego władcę własnego górskiego miasteczka, neoliberalnego kuma”, jak pisze o nim Dubravka Ugresić w „Kulturze karaoke” – który na zakończenie swojego festiwalu filmowego zwykł spalać „filmowe śmieci” (np. taśmę ze „Szklaną pułapką”) w obronie kultury wysokiej. W „Wirze” Wielki Emir zagrał koszmarnego ojca, pewnie ku chwale niezależnej sztuki, ale bez cienia ironii, której brakuje również Kosovčeviciowi.

Vir
Scenariusz i reżyseria Bojan Vuk Kosovčević. Zdjęcia Zoran Culić, Djordje Druzetić, Dimitrije Janković. Muzyka Ognjan Milosević. Wykonawcy Nebojsa Djordjević (Bogdan), Srdjan Pantelić (Kale), Nenad Okanović (Grof), Jelena Matijasević (Beka), Emir Kusturica (ojciec Bogdana). Produkcja Etam Serbia 2012. Dystrybucja Cinemania. Czas 110 min

Joanna Ostrowska,Wir, „Kino" 2013, nr 12

© Fundacja KINO 2013

Zmieniony ( 08.11.2013. )