Długie i szczęśliwe życie

DŁUGIE I SZCZĘŚLIWE ŻYCIE
MARCIN NIEMOJEWSKI

Image„Jaka piękna tragedia, ech! – śpiewa Robert Górski w legendarnej już balladzie Kabaretu Moralnego Niepokoju. I taki właśnie tytuł powinien nosić najnowszy film Borysa Chlebnikowa. Rosyjski reżyser bowiem z rzadką dziś lekkością, bez egzaltacji, jakby z kulturowego nawyku, sięgnął po formę ekspresji, której nie znajdziemy w żadnym kompendium poetyki filmowej, a którą widz z tej części Europy rozpoznaje instynktownie – uderzył mianowicie w akord słowiański. Bohatera obciążył brzemieniem romantyczno-pozytywistycznym, determinującym jego los, otoczył go galerią alegorycznych w swej prostocie postaci, społecznie i moralnie ułomnych, dramatyczny epizod podniósł do rangi syntezy egzystencjalnej, a całość zabarwił odpowiednią dozą ironii, sarkazmu, a nawet groteski.

Ale wszystko po kolei. Pierwszoplanową figurą tej opowieści jest Sasza, młody, zapewne wyedukowany mężczyzna, który porzucił wyjaławiający i niepewny byt w przekształcającej się chaotycznie przestrzeni współczesnego rosyjskiego miasta na rzecz znacznie spokojniejszego, w jego przekonaniu, i perspektywicznego dla przedsiębiorczego, ambitnego człowieka życia na wsi, w odległym, prowincjonalnym zakątku. Ale w konfrontacji z rzeczywistością postkomunistycznego molocha rojenia idealisty, któremu zamarzyło się zostać niezależnym farmerem na wzór amerykański, rozsypują się w proch.

On sam, naciskany przez lokalną administrację, reprezentującą oczywiście interesy miejscowych włodarzy, gotów jest już oddać ziemię i powrócić do miejskiego obłędu, lecz powstrzymuje go niespodziewany solidarny opór biednych rolników, jego podwładnych, dla których ten kawałek gruntu na peryferiach to jedyna ojczyzna. Tak droga ich sercom, że zaczynają szeptać o walce i – drżyjcie biurokraci – rewolucji. W tym momencie Sasza popełnia największy błąd, zostaje, by bronić „swoich”. Gubi go to, co w człowieku najlepsze, a co na nieludzkiej ziemi zawsze było niewybaczalne, a zatem optymizm, nadzieja, wiara i zaufanie.

Wierzy przede wszystkim w lud, a lud tej wiary nie odwzajemnia. Prości chłopi i myśliwi, przekonani, że gospodarz przyjmie w końcu odszkodowanie za ziemię i zdradzi podopiecznych, wolą zdradzić go pierwsi. W gromadzie pełni rewolucyjnego zapału i życzliwości, indywidualnie wycofują się ukradkiem z rozgrywki z wszechmocnym urzędem i porzucają opiekuna pod byle pretekstem.

Sasza wierzy także w przyjaźń, ale jak się rychło okazuje, myli ją z powierzchownymi oznakami tolerancji ze strony zamożnych sąsiadów, którzy mechanizmy młodego dzikiego kapitalizmu zbudowanego na komunistycznych fundamentach pojęli lepiej i wykorzystali dla osiągnięcia własnych celów. Wierzy w końcu w miłość, dopóki boleśnie nie doświadczy wieloznaczności tego uczucia: dla jego wybranki, atrakcyjnej dziewczyny pracującej w urzędzie (a więc dla „drugiej strony”) miłość to warunkowe przywiązanie do zwycięzcy, który gwarantuje dobrobyt i awans społeczny – na przykład przeprowadzkę do miasta.

Męczenników w imię słusznej sprawy zakres tego uczucia już nie obejmuje. W ten sposób, wyrywając mu duszę kawałeczek po kawałeczku, Chlebnikow pozbawia bohatera złudzeń, ambicji i poczucia sensu. Nie szczędzi przy tym ironicznego uśmiechu – naiwność i bezradność Aleksandra, czyli Saszy, jest oczywista nawet dla najbardziej humanitarnie usposobionego widza.

Warto w tym miejscu podkreślić, że postać Saszy nie jest głębokim portretem psychologicznym jednostki działającej w określonych okolicznościach. Jest jedynie naszkicowana. Dzięki temu bohater staje się jednym z wielu, a jego przypadek zyskuje wymiar uniwersalny. Według pierwotnego zamysłu twórcy film miał być rosyjską odmianą westernu, a Sasza kolejnym wcieleniem samotnego rewolwerowca. Wyszło inaczej i chyba należy się z tego cieszyć.

ImageZamiast wyeksploatowanej, choć wciąż żywotnej kliszy zapożyczonej zza Oceanu, Chlebnikow odświeżył pokrywający się już kurzem archiwów schemat zaangażowanego anarchisty rodem z myśli Bakunina i awanturniczo-utopijnych pism wschodnich romantyków. Nawet poetyka tej filmowej produkcji jest proweniencji literackiej, wystarczy się przyjrzeć, jak ze stanami emocjonalnymi bohatera współgra rytm przyrody, jaki ładunek znaczeń niesie w sobie pojedynczy, poetycko irracjonalny gest Saszy, gdy ten – by wesprzeć konkluzję przykładem – ostentacyjnie wysiada z samochodu znajomego, nie mogąc znieść brzęku butelek wódki przewożonych w środku, a przeznaczonych, jak można mniemać, na łapówki.

Ale na tym właśnie etapie zabrakło reżyserowi konsekwencji. Za próbę pogodzenia beznamiętnego realizmu w przedstawieniu rosyjskich realiów z romantyczną konstrukcją bohatera twórca zapłacił wiarygodnością i spójnością przekazu. Kiedy już więc spełnia się tragedia, widz przyjmuje ją bez uniesienia, bo nie został przekonany, że musiało do niej dojść, zwłaszcza w takiej a nie innej formie. A jednak rozdarcie na poziomie języka filmu dowodzi, że Chlebnikow szuka wciąż sposobu wyrażenia swojej wizji i że czyni to z pasją. Choćby dlatego warto zobaczyć jego film i przekonać się, że nie przypadkiem znalazł się w konkursie ubiegłorocznego Berlinale.

Dołgaja szczastliwaja żizń
Reżyseria Borys Chlebnikow. Scenariusz Borys Chlebnikow, Aleksandr Rodionow. Zdjęcia Paweł Kostomarow. Muzyka Maksym Bełowołow. Wykonawcy Anna Kotowa (Ania), Aleksandr Jacenko (Sasza), Władimir Korobiejnikow (Wołodia), Siergiej Nasedkin (Sierioża). Produkcja Koktebel Film Company. Rosja 2013. Dystrybucja Art House. Czas 77 min

Marcin Niemojewski, Długie i szczęśliwe życie, „Kino" 2014, nr 01, s. 91

© Fundacja KINO 2013

Zmieniony ( 08.01.2014. )