Grobowiec świetlików

GROBOWIEC ŚWIETLIKÓW
ANDRZEJ KOŁODYŃSKI

Trzeba zmienić swoje przyzwyczajenia odbiorcze. To japoński film anime. Na pierwszy rzut oka po prostu odmiana filmu rysunkowego, którego konwencja wymaga uproszczonych sylwetek bohaterów, z oczami jak spodki, ledwie zaznaczonym nosem i małymi usteczkami, które dopiero w płaczu lub krzyku powiększają się nieproporcjonalnie. Ale okazuje się, że w tej konwencji opowiedziana zostaje niezwykle dramatyczna historia umierania. Wydawałoby się, że film rysunkowy nie udźwignie egzystencjalnego dramatu. Kiedy jednak z ekranu rozbrzmiewa zdanie wypowiadane chłopięcym głosem: „Jest 25 marca 1945… Tej nocy umarłem”, widz musi sobie uświadomić, że uczestniczy w czymś niezwykłym. Głos chłopca, który już nie żyje, prowadzi narrację. To dwunastoletni Seita. Opowiada o amerykańskim bombardowaniu portowego miasta Kobe kanistrami z napalmem. Straszna broń: dopiero kilka chwil po upadku na ziemię wybuchały potężnym ogniem, pochłaniającym ludzi i japońskie domki z drzewa i papieru. To był rok 1943.

ImageW czasie bombardowania zginęła matka chłopca, ojciec był gdzieś daleko, służył na morzu. Seita pozostał z pięcioletnią siostrą, Setsuko. Ich dom, sąsiedztwo, szkoła – wszystko to przestało istnieć. Dzieci powędrowały do ciotki, ale wkrótce zaczęły się kłopoty z żywnością. Ciotka sprzedała kimono po matce dzieci i kupiony za nie ryż zatrzymała dla swoich bliskich. Dla Seita i Setsuko nie było już miejsca w tym domu. Odeszli. Opuszczony schron w lesie stał się ich siedzibą, odkrywaną początkowo z dziecięcym oczarowaniem. Jakby to była zabawa. Tyle miejsca! I cudowne świetliki jarzące się nocą. W ten sposób dwoje dzieci zaczęło walkę o przeżycie.

Ale nie jest to Disneyowski cartoon, bajka ze szczęśliwym końcem. Nawiasem mówiąc, firma Disneya rozpowszechniająca w świecie produkcje Studia Ghibli tylko tego filmu nie wzięła do dystrybucji. Jest to adaptacja książki Akiyuki Nosaka, drapieżnie realistycznej, zrodzonej z poczucia winy. Autor opisuje w niej własną historię z wojny, kiedy jako nastolatek zdobywał żywność dla siebie i siostry, ale „jadł pierwszy, siostrze zostawały resztki”. Dziewczynka zmarła z głodu. Akiyuki potraktował pisanie książki jako próbę odkupienia i zatarcia bolesnych wspomnień, prześladujących go latami. To, że zgodził się na realizację filmu w konwencji anime, nie może zaskakiwać w kraju, w którym panuje kultura mangi. Komiksowe opowieści traktowane są w Japonii jak formy literatury popularnej.

Realizację filmu podjął Isao Takahata, bliski współpracownik słynnego Hayao Miyazakiego, z którym założył Studio Ghibli, centrum japońskiej animacji. Ich filmy zachowują podobną konwencję rysunku: brak wizualnego realizmu umożliwia przedstawianie świata w poetyckim przetworzeniu, opartym na sugestii wywołującej u odbiorcy swobodne skojarzenia. Ale Takahata komponuje w tym filmie obrazy z użyciem specyficznego tła. Są nim pejzaże wzorowane na drzeworytach wielkiego artysty z pierwszej połowy XIX wieku, Hiroshige Ando. To jego obrazy natury i pejzaże odkryli w swoim czasie europejscy impresjoniści i echa jego „widoków Edo” odnaleźć można u Cezanne’a, Gauguina czy Toulouse-Lautreca. W filmie jest to zaskakujące połączenie poetycko stylizowanego tła oraz uproszczonego, komiksowego rysunku postaci z surowym realizmem fabuły. Tworzy to całość działającą jak uderzenie.

Już pierwsze kadry: nieprzytomny chłopak w łachmanach skulony na posadzce metra zmusza nas, widzów z Zachodu, do odrzucenia przyzwyczajeń związanych z odbiorem filmu animowanego. Jak traktować tego rodzaju zaskakujący naturalizm? Podobny obraz wymaga przewartościowania naszych pewników estetycznych, narzuconych przez kino rozrywkowe.

I kolejne zaskoczenie: historia dzieci relacjonowana jest niemal sprawozdawczo – oglądamy bombardowanie i śmierć matki, sceny obyczajowe w domu ciotki i zabawowe sceny radosnego urządzania się w schronie. Dowiadujemy się, że chłopiec korzysta jeszcze z resztek pieniędzy i kupuje żywność, potem jednak musi kraść, wreszcie zbierać jakieś jadalne rośliny, żeby nakarmić siebie i Setsuko. Narrację przerywają epizody czysto poetyckie, o wielkiej piękności, nieustannie zderzane jednak z brutalną rzeczywistością.

ImageTakim epizodem jest scena, kiedy dzieci łowią świetliki, aby oświetlić swoją pieczarę – ale następnego dnia Seita widzi jak jego mała siostrzyczka urządza pogrzeb martwych owadów. Radosna jest scena z lśniącą bańką mydlaną, która zachwyca Setsuko, ale kolejne obrazy ukazują dziewczynkę coraz słabszą, zmieniającą się fizycznie. Stylizacja rysunku nie osłabia szczegółów procesu jej umierania, a jest to długa śmierć z głodu. I jeszcze jeden pogrzeb: Seito zgodnie z tradycją pali zwłoki siostry na stosie, zanim wyruszy w drogę na spotkanie własnej śmierci.

Niezwykły film. Trudno nie docenić siły zawartego w nim antywojennego przesłania, ale przecież jest też coś więcej. Nie brak głosów, że to wciąż jeden z najodważniejszych artystycznie filmów animowanych.

Hotaru no haka
Reżyseria Isao Takahata. Scenariusz Isao Takahata wg książki Akiyuki Nosaka. Zdjęcia Nobuo Koyama. Muzyka Michio Mamiya, Masahiko Satoh. Film animowany. Projekty postaci Yoshifumi Kondo. Kierownictwo artystyczne Nizo Yamamoto. Produkcja Shinchosha Company, Studio Ghibli. Japonia 1988. Dystrybucja Mayfly. Czas 89 min

Andrzej Kołodyński, Grobowiec świetlików, „Kino" 2014, nr 02, s. 69

© Fundacja KINO 2014

Zmieniony ( 29.01.2014. )