Geograf przepił globus

GEOGRAF PRZEPIŁ GLOBUS
LECH KURPIEWSKI

ImageWiktor Służkin, bohater filmu Wieledynskiego, wyłazi ze skóry, żeby być szczęśliwy. Przynajmniej tak mówi. I właściwie tylko tak mówi. Służkin niewiele bowiem robi, by swoje szczęście złapać za nogi. A przecież wystarczy wyciągnąć rękę, wielki napis przy nabrzeżnym parkingu głosi wszak, że szczęście nie jest za górami. Służkin za górami już był, więc to wie, ale w Permie, gdzie właśnie osiadł, też mu się jakoś nie układa. Czy dlatego pije? Może. Ale możliwe też, że mu się nie układa, bo pije, „czort znajet”, jak mówią Rosjanie. W każdym razie to właśnie alkohol sprawia, że robota Służkina raczej się nie trzyma. Kiedy jednak wreszcie udaje mu się dostać posadę nauczyciela geografii w miejscowym liceum (Służkin jest wprawdzie z wykształcenia biologiem, ale jak stwierdził dyrektor, pardon, menadżer szkoły, biologia czy geografia, jeden pies), tego samego dnia dowiaduje się od żony, że ta go już nie kocha. I o jakim tu szczęściu mowa?

Inna sprawa, że małżonka od dawna uważała Służkina za lesera, nieudacznika i błazna. I, niestety, miała ku temu niejakie podstawy. Służkin bowiem zawsze zachowywał się tak, jakby na niczym mu nie zależało, jakby wszystko sobie lekceważył. Jedno jest pewne: nigdy niczego nie chciał brać z życia na siłę. Zwłaszcza miłości. Może więc mówił poważnie, zwierzając się pewnej pani, gdy ta w kuchni robiła pierogi, że chciałby zostać ni mniej ni więcej tylko świętym (naczytał się chłopina Dostojewskiego czy jak?). Takim, który kocha ludzi i przez ludzi jest kochany. Ta deklaracja na wspomnianej wyżej pani musiała zrobić chyba spore wrażenie, bo przerwała lepienie pielemieni i bez zbędnych ceregieli zapytała naszego bohatera: – „To co, idziemy się bzykać?”. Tak, trudno być jurodiwym w leżącym na granicy Europy i Azji mieście Perm, czyli – jak to obrazowo ujął jeden z uczniów Służkina – w dupie świata.

„Geograf przepił globus” to film, w którym przegląda się rosyjska dusza? Jak najbardziej, tyle że w tym wypadku reżyser nie omieszkał obrazu tej duszy przepuścić przez filtr ironii. Czy w filmie przegląda się też współczesna rosyjska rzeczywistość? Bez dwóch zdań. Tu akurat Wieledynski okazał się ostrym bezkompromisowym realistą w opisie świata poniekąd zdegradowanego. Na ekranie u Wieledynskiego widać więc wyłącznie samo życie? Tak, ale tylko do pewnego stopnia, bo „Geograf…” to także kino wywiedzione – i to bardzo zgrabnie – z kina. Jest tu na przykład scena, kiedy Służkin perorując zmierza ze swymi uczniami na cumujący na Kamie statek, idzie z przodu i nie ogląda się za siebie, wlokący się zaś za nim uczestnicy praktycznej lekcji jeden po drugim znikają w kolejnych zakamarkach parachoda, w końcu nauczyciel zostaje sam (no, prawie sam). To przecież wyraźny cytat z „Czterystu batów” Truffauta. Nietrudno się też w dziele Wieledynskiego doszukać nawiązań do filmów Tarkowskiego, Zwiagincewa czy Piczuła.

Zwłaszcza „Mała Wiera” tego ostatniego, jak mi się wydaje, szczególnie mocno wpłynęła na zastosowany przez Wieledynskiego sposób obrazowania rzeczywistości. Chodzi mi zwłaszcza o te ujęcia, kiedy kamera robi obrót niemal o 360 stopni, pokazując miasto, gdzie dymiące fabryczne kominy nieprzerwanym pierścieniem otaczają ściśnięte w środku blokowiska z wielkiej płyty. Piczuł, który w 1988 roku swoim filmem dokumentował ostatnie lata istnienia sowieckiego imperium, ukazywał ludzi w pułapce, z której nie można uciec. Bohaterowie Wieledynskiego – podobnie jak powieści Aleksieja Iwanowa, która posłużyła za podstawę scenariusza – w pułapce znajdują się również. Mogą się wprawdzie z niej wyrwać, ale mają jednocześnie gorzką świadomość, że nie ma po co tego robić. I to nie tylko dlatego, że każdy człowiek pułapkę nosi w sobie.

Image„Geograf przepił globus” to opowieść o poszukiwaniu miłości i gonieniu za szczęściem, to historia uzależnienia od alkoholu i ucieczki od dojrzałości, wreszcie to film o szkole. Dużo tu tych wątków, może nawet za dużo. Ten nadmiar sprawia, że film miejscami traci gatunkową jednorodność, ba! kiedy Służkin rusza ze swoją klasą na pontonowy spływ, cała fabuła pęka jakby w pół, dramat obyczajowy zmienia się niejako w kino przygody. A przy okazji w coś na kształt nazbyt literalnego dopowiedzenia. Niepotrzebnej kropki nad i. Na szczęście jest tu ktoś, kto łączy to, co w filmie do siebie nie przystaje, kto wycisza drewniany ton dosłowności. Chodzi mi oczywiście o grającego Służkina Konstantina Chabienskiego. To aktor z charyzmą, który znakomicie sprawdza się w swojej roli. Świetnej zwłaszcza poprzez swoją nieoczywistość.

Służkin w wykonaniu Chabienskiego jest sarkastyczny i dramatyczny zarazem, bywa lekkoduchem, a nawet i kabotynem, ale nie brak mu też przecież i wrażliwości, jest pijakiem, lecz zdarza mu się być również i filozofem, w każdym razie mniej mówi niż myśli. Czasem przypomina Miauczyńskiego z filmów Koterskiego, tyle że nie ma w nim tej zapiekłej złości w stosunku do ludzi, tak charakterystycznej dla naszego Adasia. Ale marzenie o idealnej miłości obu ich łączy. Służkin wie przy tym – a to rosyjska dusza właśnie – że żadna miłość nie upokarza. I choć z pewnością nie jest to wzór do naśladowania, trudno Wiktora Siergiejewicza Służkina nie lubić i mu nie kibicować. Tym bardziej, że reżyser Wieledynski nie bawi się w moralizatora, nie sprzedaje nam swojego filmu jako opowieści o prawdziwym człowieku, który zmarnował sobie życie.

O czym więc jego film jest? Służkin mówi w pewnym momencie do podkochującej się w nim uczennicy, że życie to niesprawiedliwa sztuka. I „Geograf przepił globus” chyba przede wszystkim jest opowieścią o tejże właśnie życiowej niesprawiedliwości. Bez natrętnego wskazywania palcem winnych.

Gieograf głobus propił
Reżyseria Aleksandr Wieledynski. Scenariusz Aleksandr Wieledynski, Rauf Kubajew, Walerij Todorowski. Zdjęcia Władimir Baszta. Muzyka Aleksiej Zubariew. Wykonawcy Konstantin Chabienski (Wiktor Służkin), Jelena Ladowa (Nadia, żona Wiktora), Anna Ukołowa (Wietka), Eugenia Chiriwska (Kira), Aleksandr Robak (Budkin). Produkcja Marmot-Film. Rosja 2013. Dystrybucja Art House. Czas 120 min

Lech Kurpiewski, Geograf przepił globus, „Kino" 2014, nr 10, s. 64-65

© Fundacja KINO 2014

Zmieniony ( 02.10.2014. )