Nieprawi

NIEPRAWI
ADRIANA PRODEUS

Film to niezwykle ważny nie tylko dlatego, że na tle Polski czarnego protestu i jednorazowej zapomogi dla kobiet, które zdecydują się urodzić chore dziecko, Rumunia wydaje się krajem rozsądku i tolerancji. Dziesięć lat po „4 miesiącach, 3 tygodniach i 2 dniach” rumuńskie kino powraca do aborcyjnego tematu, ale rozmowa toczy się już w zupełnie inny sposób. Przestaje być drastyczna, staje się wieloznaczna.

Zarówno ci, którzy wierzą w słuszność walki o ochronę życia poczętego, jak i ci, którzy są po przeciwnej stronie barykady, zwątpili w swoje przekonania. Adrian Sitaru zaczyna film tam, gdzie skończył swój Cristian Mungiu. Co myślą dziś informatorzy, którzy w reżimie Ceaucescu donosili na kobiety, chcące usunąć ciążę, skazując je tym samym na karę więzienia? Czy kobiety, które ryzykowały śmierć w aborcyjnym podziemiu, żałują swojej decyzji? I jak czują się dzieci matek, które jednak zdecydowały się urodzić?

„Nieprawi” to historia patriarchalnej wielodzietnej rodziny, w której po śmierci matki dzieci próbują obalić ojca (w tej roli główny aktor z „Egzaminu”, Adrian Titieni). Rzecz ma miejsce podczas rodzinnego obiadu, dosłownie wyjętego z „Festen” Vinterberga – trwająca kwadrans scena kłótni, potem awantury przeradzającej się w bójkę ustawia pułap emocji tak wysoko, że dalsze wydarzenia brzmią jak opowiadane szeptem. Spośród czworga rodzeństwa to najmłodsze bliźnięta, Sasza (Alina Grigore) i Romeo (Robi Urs) najbardziej pragną wybić się na niepodległość.

Ona – arogancka, wrażliwa, zagubiona – najsilniej przykuwa uwagę widza, bo to w niej toczy się nieustanna walka. Z wyglądu przypomina piosenkarkę Björk, za to jej brat ociężałego melancholika – troskliwego, ciepłego, o maślanym spojrzeniu. Dwudziestodwuletni, fizycznie niepodobni, żyją jakby w przedłużonym dziecięctwie, najbliżsi sobie aż po wspólny pokój i łóżko. Ich relacja, pokazana jako coś absolutnie naturalnego, karmi się też pamięcią o matce, zmarłej półtora roku wcześniej. Reszta rodziny nie porusza tematu żałoby. Dla bliźniąt ulubioną pieszczotą jest pocałunek w pępek, tę bliznę po matce.

Sitaru odrzuca sensacyjny wymiar historii, rejestruje zwykły bieg życia, a zarazem jego niezwykłą dramaturgię. Jak opowiadał na Berlinale, gdzie film pokazywano w sekcji Forum, próby z aktorami trwały ponad rok. Każda scena bowiem mogła być nakręcona tylko w jednym dublu, ze względu na symboliczny budżet (siedem tysięcy euro) i ograniczony czas zdjęć – dwa tygodnie. Chodziło też o uzyskanie efektu paradokumentalnego, co znakomicie się udało.

„Nieprawi” mają w sobie lekkość i świeżość debiutu, choć są czwartym filmem Sitaru. Formalnie najbliżej im właśnie do pierwszego jego dzieła, „Pikniku” (Pescuit sportiv, 2008). Tym razem zdjęcia realizowało równolegle dwóch operatorów o zupełnie różnych stylach filmowania: pracujący z reżyserem przy poprzednich filmach Adrian Silisteanu i wchodzący dopiero w zawód Alexandru Timosca.

Efekt jest zaskakujący, choć nie do końca udany (zwłaszcza w ostatnim akcie). Lecz odwaga łączenia elementów pozornie do siebie niepasujących – ujęć „płynącą” kamerą, nagłego zoomu na twarz, kadrowania nieistotnych dla sceny szczegółów czy statycznej, wystylizowanej na luministyczne malarstwo finałowej sceny – łączą „Nieprawych” z Dogmą i potwierdzają, że dla młodego studenta informatyki, jakim był twórca „Dobrych chęci”, nauczycielem kina okazał się Lars von Trier.

Świat nakreślony przez Sitaru ma w sobie nieuchronność właściwą greckim tragediom. Kazirodztwo, opisane bez przemocy znanej z „Betonowego ogrodu” (1993) Andrew Birkina, bez oceniania i bez mitu, jaki niosła choćby „Walkiria” Wagnera, staje się pytaniem o odwagę miłości i tolerancji we wszystkich jej przejawach. Zamiast Wagnera motywem muzycznym filmu staje się zgrany „złoty przebój” muzyki klasycznej, czyli „Sonata księżycowa” Beethovena.

Grana nieudolnie na iPadzie przez rodzeństwo jest w skupieniu słuchana przez rodzinę. Nastrój filmu tak silnie przywodzi wtedy na myśl kompozycje Zbigniewa Preisnera, że pojawia się pytanie o wpływ Kieślowskiego – nie tyle nawet jego „Dekalogu IV”, co „Przypadku”. Świat „Nieprawych” leży jednak na przeciwnym biegunie niż świat Kieślowskiego. W monologu z offu, wygłaszanym przez ojca, pojawia się bowiem zdanie, że natura nie popełnia błędów. A nawet jeśli, to i na błąd można spojrzeć jak na szansę, że narodzi się z niego coś nowego.

Ilegitim
Reżyseria Adrian Sitaru. Scenariusz Alina Grigore, Adrian Sitaru. Zdjęcia Adrian Silisteanu, Alexandru Timosca. Wykonawcy Adrian Titieni (Victor), Alina Grigore (Sasza), Robi Urs (Romeo), Bogdan Albulescu (Cosma), Cristina Olteanu (Gilda). Produkcja Domestic Film, Film Produkcja. Rumunia – Polska – Francja 2016. Dystrybucja Madness. Czas 89 min

Adriana Prodeus, Nieprawi, „Kino" 2017, nr 1, s. 76

© Fundacja KINO 2017

POLECAMY: esej Iriny Trocan o nowym kinie rumuńskim w papierowym wydaniu „Kina” 7/2015

Zmieniony ( 16.01.2017. )