Ana, mon amour

ANA, MON AMOUR
JAKUB MAJMUREK

Co roku przynajmniej kilka rumuńskich filmów wchodzi do międzynarodowego obiegu festiwalowego, a z niego trafia do polskich kin. Czasem są to dzieła wybitne, jak „Sieranevada”, czasem zaś przeciętne. „Ana, mon amour” Calina Petera Netzera należy raczej do tej drugiej grupy.

Kilka świetnych scen na początku filmu zapowiada jednak znacznie więcej niż przeciętność. W niewielkim pokoju w akademiku chłopak i dziewczyna – Toma i Ana – rozmawiają o Nietzschem i faszyzmie. Widać rosnące między nimi erotyczne napięcie. Dziewczyna dostaje ataku paniki i psychosomatycznych bólów, mimo tego dąży do seksualnej bliskości z chłopakiem.

W następnej scenie widzimy już Tomę i Anę jako parę. Odwiedzają rodziców dziewczyny, żyjących z dala od uniwersyteckiego świata, na prowincji, w ciasnym, brzydkim mieszkaniu. Rodzice Any są nieufni wobec Tomy. Napastliwie wypytują go, z czego żyje, czym zajmuje się jego rodzina, jak zamierza utrzymać siebie i Anę. Netzer wspina się w tej sekwencji na wyżyny obserwacyjnego i reżyserskiego talentu.

Rodzinne konflikty, lęk, panika, problemy psychiczne i zdrowotne będą naznaczać cały związek Any i Tomy. Kobieta zmaga się z fobiami, depresją, uzależnieniem od leków. Młodych ludzi dzieli też różnica klasowa. Toma pochodzi z inteligenckiej, względnie zamożnej rodziny.

Rodzice nie akceptują jego związku z dziewczyną, którą uważają za niezrównoważoną psychicznie. Między Aną i Tomą wytwarza się toksyczna relacja zależności: emocjonalnej, życiowej, finansowej.

Netzer pokazuje to wszystko za pomocą naturalistycznych, często kręconych z ręki scen, zestawionych w luźną strukturę dramaturgiczną. Narracja nie trzyma się chronologii wydarzeń, nierzadko pojawia się elipsa. Obrazy z początku związku Toma i Any płynnie przechodzą w te z czasów jego rozpadu.

Podobnie jak w polskiej „Ostatniej Rodzinie”, ostateczny kształt filmu w wielkim stopniu zależał od montażu. Doceniło to berlińskie jury, nagradzając montażystkę filmu, Danę Bunescu, specjalnym Srebrnym Niedźwiedziem.

Szybko poznajemy powód takiej struktury narracyjnej. Ramą opowieści jest psychoanalityczna sesja Tomy, który już po rozpadzie relacji z Aną stara się uporządkować przeszłość na kozetce. Każdy obraz, jaki widzimy w filmie, jest więc wspomnieniem, efektem pracy umysłu Tomy, usiłującego zrozumieć ostatnie kilka lat swojego życia.

Taka struktura jest w kinie rumuńskim – na ogół trzymającym się chronologii i stawiającym na obiektywną narrację – pewną nowością. Nie zaskoczy nas za to obecna w filmie wizja współczesnej Rumunii. Netzer pokazuje społeczeństwo głęboko skrzywdzone i podzielone: przez dziedzictwo komunizmu, różnice klasowe kształtowane przez ostatnie lata gospodarki rynkowej, przepaść między prowincją i stolicą, młodszym i starszym pokoleniem.

Jak w większości filmów z tego kraju, współcześni Rumunii i Rumunki nie tworzą wspólnoty, nie ufają sobie, nieustannie się kłócą i wzajemnie ranią. Nie tylko Tomie, ale i całemu narodowi przydałaby się porządna psychoanaliza.

Podobnie jak w nagrodzonej cztery lata temu Złotym Niedźwiedziem „Pozycji dziecka”, Netzer przygląda się też Rumunii z genderowej strony. „Anę” daje się czytać jako przypowieść o problemach i udrękach współczesnej rumuńskiej męskości. Toma, podobnie jak Barbu z „Pozycji dziecka”, jest niedojrzały, słaby, żyje w cieniu rodziców. Choć zaczyna życie z dużo lepszego miejsca niż Ana, to on w końcu się w nim gubi.

Wszystko to – ciekawa forma narracyjna, społeczne i psychologiczne obserwacje – mogłoby się składać na świetne kino. Mam jednak wrażenie, że gdzieś w połowie film traci impet. Narracja imploduje, jej meandry biegną przewidywalnymi nurtami, zwyczajnie nużąc widza. Nie pomaga też to, że film jest po prostu o jakieś 30 minut za długi.

Ostatecznie po zakończonym seansie mamy wrażenie, że nie zobaczyliśmy niczego, czego już wcześniej nie widzieliśmy w rumuńskim kinie – i to w dużo lepszych filmach. Pewnie gdyby Netzer nie postawił sobie tak wysoko poprzeczki świetną „Pozycją dziecka”, spoglądalibyśmy na „Anę” przychylniejszym okiem. Nie jest to z pewnością zły film, ale na tle osiągnięć kinematografii, z jakiej pochodzi, wypada co najwyżej średnio.

Ana, mon amour
Reżyseria Calin Peter Netzer. Scenariusz Calin Peter Netzer, Cezar Paul-Badescu, Iulia Lumanare na motywach powieści Cezara Paula-Badescu „Luminita, mon amour”. Zdjęcia Andrei Butica. Wykonawcy Diana Cavallioti (Ana), Mircea Postelnicu (Toma), Carmen Tanase (matka Tomy), Vasile Muraru (ojciec Tomy), Adrian Titieni (psychoanalityk), Tania Popa (matka Any). Produkcja Parada Film, Augenschein Filmproduction, Sophie Dulac Productions. Rumunia – Niemcy – Francja 2017. Dystrybucja Aurora. Czas 125 min

Jakub Majmurek, Ana, mon amour, „Kino" 2017, nr 10, s. 74-75

© Fundacja KINO 2017

POLECAMY: wywiad z Calinem Peterem Netzerem w papierowym wydaniu „Kina” 10/2017

Zmieniony ( 21.10.2017. )