Milcząca rewolucja

MILCZĄCA REWOLUCJA
ANDRZEJ KOŁODYŃSKI

Niemieckie miasteczko, które w 1956 roku znane było pod nazwą Stalinstadt, powstało sześć lat wcześniej jako osiedle pracowników miejscowej huty. Dzisiaj jest częścią większego Eisenhuettenstadt i nadodrzańskim przejściem granicznym z Polską, które od naszej strony mieści się w miasteczku Miłów. W Stalinstadt toczy się akcja filmu, ale samej miejscowości bliżej z ekranu nie poznajemy. W gruncie rzeczy akcja ogranicza się do budynku szkoły i wnętrza jednej klasy. Maturalnej.

W 1956 roku nie ma jeszcze berlińskiego muru i stosunkowo łatwo odwiedzać Niemcy Zachodnie. Wystarczy podać straży w pociągu odpowiednio przekonujący powód. Maturzysta Kurt chce odwiedzić z kolegą grób dziadka. To, że grób ten mieści się na cmentarzu żołnierzy SS, nie interesuje chłopców. Taka była przeszłość. Teraz korzystają z wolności i idą sobie do kina.

Ale czeka ich zaskoczenie: właśnie wyświetlana jest kronika wydarzeń w Budapeszcie. Na Węgrzech trwa antysowiecka rewolucja, giną ludzie, wymienione zostaje nazwisko kolejnej ofiary – znanego piłkarza, traktowanego przez młodych ludzi jak idol. Wstrząśnięci chłopcy po powrocie opowiadają wszystko w klasie.

Oficjalne wiadomości są inne, więc nie wszyscy im wierzą i nie wszyscy zgadzają się na uczczenie węgierskich wydarzeń dwiema minutami ciszy. Sprawę przesądza zaimprowizowane głosowanie, w szkole panuje jednak dyscyplina. Wchodzącego nauczyciela historii wita cisza, nikt nie odpowiada na jego pytania. Wtedy pada groźne słowo: „kontrrewolucja”. Taka jest ocena sytuacji przez władze. I zaczyna się polityczne piekiełko.

Film oparty został na autobiograficznej książce Dietricha Garstki, ówczesnego dyrektora szkoły w Stalinstadt. W swoim czasie książka ta była niemieckim bestsellerem i sięgnął po nią Lars Kraume. Reżyser, 46-letni, należy do twórców bardzo aktywnych, ale o nierównym dorobku. Jego największym sukcesem, jak dotąd, stał się ostry w wymowie film „Fritz Bauer kontra państwo” z 2015 roku.

To historia działającego w Niemczech prokuratora żydowskiego pochodzenia, który napotyka opór ukrytych nazistów i zmuszony jest w tajemnicy tropić ślady Adolfa Eichmanna. Rzeczowa, czysta narracja jest silną stroną filmowego języka Kraumego, ale jako reżyser skupiony na akcji raczej za mało uwagi przywiązuje do psychologicznej charakterystyki swoich bohaterów.

To, że grupa maturzystów z „Milczącej rewolucji” budzi sympatię i zapada w pamięć, jest zasługą młodych wykonawców, bezwzględnie szczerych w swoich reakcjach. Wyróżniają się idealizmem na tle dorosłych, z których wielu ukrywa swoje wojenne tajemnice. Sporo starszych ludzi jest także przekonanych o wyższości systemu socjalistycznego – i trzeba przyznać, że film sprawiedliwie rozdziela racje. Jednak zwrot ku przeszłości przynosi zawsze dramatyczne zawirowania.

Bezwzględna w działaniu i tyranizująca młodzież okazuje się urzędniczka przysłana przez władze – powiatowy doradca do spraw edukacji Kessler (Jördis Triebel), nie używająca imienia. Ideologia pozwala jej bez wahania niszczyć ludzi. To typ uniwersalny, agentka komunistyczna, ale równie dobrze gestapówka. Totalitaryzm w każdej postaci posługuje się takimi właśnie ludźmi. To ona decyduje o rozwiązaniu klasy, której „kontrrewolucyjność” spowodowała interwencję samego ministra edukacji NRD. I nikt nie zdobywa się na najsłabszy choćby gest obrony. Owszem, rodzice gotowi są ratować swoje dzieci, ale nie angażując się publicznie.

Film ukazuje wiernie wydarzenia z 1956 roku, wcale nie takie oczywiste. O tym, jak różna była wtedy sytuacja świadczy fakt, że niemal wszyscy uczniowie prześladowanej klasy szczęśliwie uciekli do RFN, żeby tam zdać maturę. Wkrótce nie byłoby to możliwe: po pięciu latach mur berliński stanie się nieprzekraczalną granicą kontaktów między Zachodem i Wschodem.

Dla naszego widza jest to film ważny także dlatego, że obala wciąż istniejące stereotypy nie uwzględniające przemian, które jednak drążyły NRD. Być może nie zauważaliśmy ich pod naporem propagandowej maski, nakładanej dosłownie na wszystko. Choćby nieustannie rozbrzmiewający w szkole okrzyk-hasło: Freundschaft! (Przyjaźń!) – zamiast zwyczajnego powitania. Drobiazg? Ale warto zwrócić uwagę na tego rodzaju szczegóły. Film Kraumego ciągle czymś takim zaskakuje. Bez tych szczegółów prawda obrazu nie byłaby tak przekonująca.

Der Schweigende Klassenzimmer
Reżyseria Lars Kraume. Scenariusz Lars Kraume na podstawie książki Dietricha Garstki. Zdjęcia Jens Harant. Muzyka Christoph Kaiser, Julian Maas. Wykonawcy Leonard Scheicher (Theo), Tom Gramenz (Kurt), Lena Klenke (Lena), Jonas Dassler (Erik), Isaiah Michalski (Paul), Ronald Zehrfeld (Hermann), Florian Lukas (dyr. Schwartz), Jördis Triebel (Kessler). Niemcy 2018. Dystrybucja Aurora Films. Czas 111 min

Andrzej Kołodyński, Milcząca rewolucja, „Kino" 2019, nr 06, s. 80

© Fundacja KINO 2019

Zmieniony ( 23.06.2019. )