Gry wojenne

GRY WOJENNE
PIOTR ŚMIAŁOWSKI

Trudno nie zadać sobie pytania, jaki byłby dokument Dariusza Jabłońskiego o pułkowniku Ryszardzie Kuklińskim, gdyby wystąpił w nim sam Kukliński. Pod koniec lat 90. reżyser dotarł do pułkownika, zdobył jego zaufanie, lecz przez kilka kolejnych lat nie mógł namówić go ani na wywiad, ani na film ukazujący kulisy i analizujący motywy współpracy pułkownika z CIA. Kukliński sądził wówczas, że zabranie głosu w tej sprawie nie rozwieje kontrowersji, jakie narosły wokół jego przeszłości. Chciał, by - jak mówił - jego działalność oceniła historia. Coś jednak sprawiło, że w końcu zgodził się na rozmowę z Jabłońskim przed kamerą. Być może również dlatego, że jeszcze za życia pułkownika zaczęły wyjaśniać się na jego korzyść kolejne okoliczności współpracy z CIA. Na przykład popularne w latach 90. doniesienia, że Kukliński był za swoją działalność opłacany przez Amerykanów, uznano za fałszywe i dziś już chyba nikt ich nie powtarza. A więc obszerny wywiad rozwiałby może inne wątpliwości.

Gry wojennePlany realizatorskie Jabłońskiego przerwała w lutym 2004 roku śmierć Kuklińskiego. "Gry wojenne" jednak powstały. Wcześniejszą zgodę pułkownika na podobny film reżyser rozumiał po jego śmierci jako swoje zobowiązanie, by poprzez relacje świadków spróbować odtworzyć to, co jego zdaniem powiedziałby mu w rozmowie sam Kukliński. Jabłoński nie ukrywa, że Kukliński jest dla niego bohaterem. "Gry wojenne" nie miały więc być bezstronną prezentacją faktów, lecz próbą przedstawienia pozytywnych skutków decyzji pułkownika o podjęciu współpracy z CIA i ich znaczeniu dla dzisiejszego ładu międzynarodowego.

W "Grach wojennych" wypowiadają się zarówno agenci CIA, którzy w różnych latach prowadzili Kuklińskiego, jak i polscy oraz radzieccy dowódcy najwyższego szczebla - bezpośredni i pośredni przełożeni pułkownika jako oficera Sztabu Generalnego. Jabłoński rozmawiał chyba ze wszystkimi najważniejszymi świadkami tamtych wydarzeń. Wywiady z nimi będą zapewne cennym źródłem dla historyków - reżyser jako pierwszy pokazuje na przykład kluczowe fragmenty notatek generała Anoszkina o przygotowaniach do wprowadzenia stanu wojennego w Polsce. Oczywiście dla nikogo nie będzie niespodzianką, że generałowie Jaruzelski czy Kiszczak oraz marszałek Kulikow mówią o Kuklińskim jak o zdrajcy, a generał William Odom - szef wywiadu armii USA i inni oficerowie amerykańskiego wywiadu - jako o człowieku, któremu należą się najwyższe zaszczyty. Jabłoński próbuje zestawiać ze sobą argumentację obu stron, lecz jest to zabieg nieudany, który nie ma charakteru dogłębnej dyskusji o jakimś zagadnieniu. Stanowi jedynie sygnał informujący o odmiennym rozumieniu przez każdą ze stron interesu narodowego, a więc i odmiennej interpretacji działań pułkownika.

Natomiast w innych fragmentach filmu odpowiednie zestawienie relacji rozmówców pozwala Jabłońskiemu w dużym stopniu odtworzyć ówczesny sposób rozumowania i motywacje pułkownika. W radzieckich planach wojskowych - jak mówią Amerykanie - nigdy nie pojawiał się termin obrona. We wszystkich wariantach wojny, w których opracowaniu brał również udział Kukliński, brany był pod uwagę jedynie atak wojsk Układu Warszawskiego. Układ Warszawski mógł uderzyć dwoma rzutami wojsk, NATO - tylko jednym. Pułkownik zdawał sobie z tego sprawę, wiedział też doskonale, w jaki sposób atakuje drugi rzut: prze na Zachód, zostawiając za sobą zgliszcza. Taki los w pierwszej kolejności spotkałby tereny Polski. Potwierdzają to wszystkie dostępne dokumenty, mimo iż marszałek Kulikow czy generał Gribkow z ironicznym uśmiechem mówią do kamery: nie planowaliśmy nigdy ataku, myśleliśmy jedynie o obronie.

Z tych fragmentów "Gier wojennych" płynie wyraźny wniosek: Amerykanie byli dla Kuklińskiego jedyną siłą, która znając plany Sowietów, mogła się im wówczas w jakiś sposób przeciwstawić i uchronić świat przed groźbą wojny nuklearnej. Benjamin Weiser w książce o Kuklińskim - z materiałów opublikowanych przez autora korzystał także Jabłoński - cytuje jedną z pierwszych wypowiedzi pułkownika do Amerykanów: "Wiem, że miejsce mojej ojczyzny jest w wolnym świecie. Chciałbym przede wszystkim w imieniu własnym przekazać amerykańskim dowódcom wojskowym zapewnienie, że tak jak ja myśli prawie 30 milionów Polaków". Podobne słowa mógł wypowiedzieć tylko człowiek, który uważał władzę swojego kraju za niesuwerenną i w żaden sposób jej nie uznawał. Kukliński wspominał, że wielokrotnie był świadkiem totalnej, a na dodatek w niektórych sytuacjach niepotrzebnie nadgorliwej uległości swoich przełożonych wobec Sowietów. Jego bunt rodził się powoli, ale - jak pisze Weiser - miał dwa kluczowe momenty zwrotne: udział polskich wojsk w interwencji w Czechosłowacji oraz wypadki na Wybrzeżu w grudniu 1970 roku. Kukliński stracił wówczas wszelkie złudzenia. Jabłoński poprzez opowiadania świadków pozwala w pewnym stopniu uzmysłowić sobie dramatyzm decyzji Kuklińskiego. Pułkownik nie panował nad nerwami, chodził do przyjaciół, by wykrzyczeć swój sprzeciw. "Nie mogłem stać bezczynnie" - powie wiele lat później, co oznaczało w istocie, że jego zdaniem nie mógł postąpić inaczej niż zdecydować się ma współpracę z Amerykanami. Gdy wiedział już, że przy najbliższej okazji nawiąże kontakt, zaczął działać w pełni racjonalnie i metodycznie.

Kukliński przesyłał meldunki do CIA przez ponad 10 lat. W "Grach wojennych" Jabłoński wyraźnie chce przybliżyć widzowi, w jakim stresie działał człowiek, któremu każdego dnia groziła dekonspiracja. Weiser opisał ten stan, cytując emocjonalne listy Kuklińskiego do "Daniela" - Davida Fordena - najbliższej mu osoby w CIA. Nie wiedzieć czemu Jabłoński w tych fragmentach filmu - bo w innych odwołuje się od czasu do czasu do listów pułkownika - nie cytuje tej korespondencji. Polega na wspomnieniach osób trzecich, które nie mogą nawet przybliżyć stopnia stresu, którego doświadczał Kuliński. Nader pobieżny jest również opis metod agenturalnej działalności pułkownika. Reżyser skupia się na opisie skomplikowanego aparatu fotograficznego, którym posługiwał się Kukliński, zamiast uświadomić widzowi, że śmiertelne niebezpieczeństwo determinował przede wszystkim fakt, iż przez kilka lat większość meldunków pułkownik przekazywał spotykając się na terenie Warszawy z agentami CIA osobiście (metodę "chwilowego kontaktu" opisał w swojej książce Weiser). Pytanie o stres, w jakim żył Kukliński, pozostaje więc w filmie właściwie bez odpowiedzi.

Problemem przy realizacji "Gier wojennych", który Jabłoński musiał rozwiązać, był prawie zupełny brak materiałów filmowych, w których pojawiałaby się postać Kuklińskiego. W filmie znalazły się prawdopodobnie wszystkie fragmenty, które ocalały w archiwach - na ekranie widać nawet urywek programu wietnamskiej telewizji, która uchwyciła Kuklińskiego podczas jego pobytu w Wietnamie w 1967 roku. Dla zobrazowania innych sytuacji reżyser miał, niestety, do dyspozycji tylko fotografie. Ponieważ "Gry wojenne" miały być filmem na wskroś nowoczesnym, zdjęcia te zostały odpowiednio zanimowane. Niestety, inne próby uatrakcyjnienia dokumentu o Kuklińskim są zwykłym nieporozumieniem. Fragmenty o strategii i taktyce wojsk Układu Warszawskiego Jabłoński zrealizował w konwencji gry komputerowej - w momencie, gdy siły NATO zostają zniszczone, głos komputera z offu mówi np. "Gratulacje, misja wykonana". Konwencja gry komputerowej jako rodzaj komentarza jednak się nie sprawdza. Wiele innych sekwencji utrzymane jest natomiast w stylistyce filmu przygodowo-szpiegowskiego z elementami na poły rysunkowej animacji. W przypadku takich tematów jak działalność pułkownika Kuklińskiego wybór podobnej stylistyki trudno uznać za trafny.

Wątpliwości wzbudza także swoista klamra narracyjna filmu, w której Jabłoński podróżuje z prochami pułkownika złożonymi w urnie. W pewnym momencie na ekranie widać reżysera, samego na tylnym siedzeniu samochodu; obok niego stoi urna z prochami. Zza kadru padają informacje czytane przez Jabłońskiego: "JEDZIEMY do kolejnego rozmówcy..." Podobne niefortunne pomysły trudno przemilczeć, zwłaszcza że "Gry wojenne" pomyślane były prawdopodobnie jako poważne studium polityczne. Do obniżenia tej rangi przyczynił się zapewne fakt, że autor chciał również zainteresować swoim filmem młodych widzów. Zapewne dlatego dowiadujemy się, że wojska NATO i Układu Warszawskiego - były przeciwnikami... A na takie wyjaśnienia szkoda ekranowego czasu.

Gry wojenne
Scenariusz i reżyseria Dariusz Jabłoński. Zdjęcia Tomasz Michałowski. Muzyka Michał Lorenc. Produkcja Apple Film Production, TVP, Arte, Trigon Production. Dystrybucja Kino Świat. Czas 110 min.

Piotr Śmiałowski, Gry wojenne, „Kino” 2009, nr 1, s. 76-77.


© Fundacja KINO 2009
Zmieniony ( 25.01.2009. )