REPRISE
TOMASZ JOPKIEWICZ

Są młodzi, wielce sympatyczni, modnie się ubierają, i, wydaje się, że nie mają większych problemów. Oprócz jednego: wielkich literackich ambicji. Dwudziestoparoletni Erik i Philip przyjaźnią się ze sobą od lat, ale z chwilą, gdy jednego dnia wysyłają do wydawnictw swe powieści, ich wzajemne stosunki nabierają innego wymiaru. Ujawniają się pokłady niespodziewanych namiętności, pojawia się do tej pory ukryty morderczy duch współzawodnictwa. A więc jeszcze jeden film o udręce bycia pisarzem, szerzej artystą, tyle że osadzony we współczesnych wielkomiejskich realiach Oslo i opowiedziany w ożywczym, dziś nieco zapomnianym nowofalowym stylu?

ImageProlog zapowiada raczej beztroską zabawę w kino. Narracja zza kadru raz po raz przypomina, że powinniśmy zachować dystans do tego, co widzimy na ekranie, bo to przecież tylko film. Spodziewamy się więc, że będziemy mieli do czynienia ze studenckim, choć niewątpliwie erudycyjnym wygłupem, ze szczyptą ostrej satyry środowiskowej na pełen póz i handlowych kalkulacji rynek literacki. Nagłe wtrącenia narratora (który do końca nie ujawnia swej tożsamości) rozbijające rytm opowieści każą podejrzewać, że te puzzle da się poskładać na różne sposoby, ale mogą też budzić podejrzenia, że "Reprise" to jeszcze jeden film-gra. A zatem debiutujący Joachim Trier pokazuje nam marionetki, które zręcznie wprawi w ruch, by opowiedzieć raz jeszcze historię dojrzewania i udręk twórczych, zapewne w wielkiej mierze autobiograficzną?

Jednak gwałtowne zmiany tonacji opowiadania wkrótce przestają szokować, stają się zasadą, logiczną i czytelną. "Reprise" jest bowiem, pomimo wszechobecnej ironii, opowieścią całkiem serio o zmaganiach w walce o zachowanie własnej tożsamości i o wiecznym nienasyceniu, pogoni za chimerą doskonałości. Bo jeśli ktoś traktuje to, co robi, zwłaszcza jako twórca, poważnie, to jego życie zamienia się w ciągłą walkę: z samym sobą, ze swymi słabościami i samooszustwami, z prawdziwymi i wyimaginowanymi konkurentami. Te zmagania są szczególnie trudne w świecie rozleniwionego dobrobytu, gdzie wszystko staje się natychmiast towarem, a obowiązujące wzorce zachowań każą nie traktować niczego ze zbytnią powagą. No, chyba że dotyczy to kasy. Reżyser myląc tropy, łudząc nas różnymi wariantami losów swych bohaterów, a czasem i tych samych wydarzeń, szybko udowadnia, że nie jest tylko sprawnym sztukmistrzem, sarkastycznym obserwatorem. Sposób opowiadania jest niejako odbiciem stanu umysłu tych dwóch młodych galerników fikcji. Groteskowe na pozór zmagania są przecież prawdziwą walką, o gwałtownym i wyniszczającym jej uczestników przebiegu. Erik i Philip swoją działalność literacką, pomimo grymasów i gierek, traktują z nadspodziewaną powagą i pasją.

Trierowi udała się sztuka niezwykła. Nie rezygnując z ironii w portretowaniu bohaterów, potrafi ich zrozumieć i obdarza skrywaną, prawdziwą czułością, choć wcale ich przy tym nie oszczędza. Bo walka wymaga ofiar. Być może pierwszą i najważniejszą jest przyjaźń Erika i Philipa. Przyjaźń, a może związek oparty na czymś więcej: na niemal erotycznej fascynacji (są brani za homoseksualistów), ale i ukrytej rywalizacji, która przybiera coraz bardziej gwałtowne, choć wciąż cywilizowane formy. Ten cichy pojedynek, gra słabości i siły, czasem nawet nie uświadomiona przez młodych adeptów literatury, choć z pewnością przez nich przeczuwana, buduje skutecznie dramaturgię filmu. Kluczowym momentem wydaje się pobyt Philipa w szpitalu psychiatrycznym, w powszechnej ocenie ze względu na jego obsesyjne uczucie do ślicznej Kari. Można się jednak doszukiwać i innych przyczyn. Po pierwsze tę miłosno-erotyczną fascynację przeżywa ze skrajną intensywnością, jakby miała stać się materiałem dla jego twórczości. Co powoduje, że powrót Philipa do dziewczyny przynosi rozczarowanie. Po drugie, być może jest to kolejna odsłona niewypowiedzianej wojny z Erikiem, dążenie do ostatecznego pognębienia go i skazania na drugorzędność. Bo twórczość twórczością, ale przeważa opinia, że ten, kto zdobędzie większe doświadczenia, jest bardziej interesujący. Cierpienie, nawet poważne kłopoty rywala wyzwalają wyobraźnię, stymulują inwencję. Tej wstydliwej prawdy dowiedzą się obaj.

Ich wspólnym idolem jest niejaki Sten Egil Dahl, pisarz, który po pierwszym sukcesie wycofał się w zacisze swej willi. Dlaczego to uczynił? Odpowiedź najprostsza: by być z dala od zgiełku, od ogłupiającego targowiska próżności. A może dlatego, by nikt z kolegów po fachu go nie wykorzystał, nie wyssał jego talentu i nie nadużył zaufania? Jeśli tak, to okazuje się, że nawet krótki kontakt i mrukliwa życzliwa rada udzielona ewentualnemu młodemu konkurentowi może mieć katastrofalne skutki.

Do najbardziej poruszających partii filmu należy druga podróż Philipa i Kari do Paryża. Philip chce gorączkowo przywołać intensywność dawnych doznań, ale pomysł powtórki okazuje się absurdalny. Odzyskać można tylko część dawnych wrażeń. Reszta została zużyta, nieuchronnie przeminęła. Taki jest też los artysty. W tym miejscu rozwoju fabuły należałoby się spodziewać gwałtownego melodramatycznego zwrotu, jakiegoś straceńczego gestu. Mamy jednak do czynienia z łagodną rezygnacją. Pogodzeniem się z faktem, że walka została przegrana. Zamiast drapieżności, mieszczański happy end? Ale u Triera nie ma odpowiedzi ostatecznych i nieodwołalnych. Kapitulacja wyraźnie wycieńczonego zmaganiami protagonisty być może nie jest kapitulacją? Może zbiera siły do kolejnej rozgrywki? Bo raz rozpoczęta walka nigdy się nie kończy. "Chciałem zbadać ten specyficzny typ pogardy (często pogardy dla samego siebie), który cementuje grupę przyjaciół" - tłumaczył Trier. "Pogarda" jest tu dobrym słowem i to nie tylko w odniesieniu do społecznych kontaktów Philipa i Erika. Trier przypomina prawdę dziś niemodną, że walka o siebie i swe znaczenie wiąże się właśnie z pogardą i zwątpieniem. Jest to powrót do mitologii artysty jako kogoś wyjątkowego, nienasyconego duchowego wampira i zarazem męczennika ścigającego ideał. Dokonuje się w tym filmie bez zbytniego patosu, za to z imponującą psychologiczną przenikliwością i zrozumieniem. Koniecznym w czasach otępiającej dominacji kultury jednorazowego produktu.

Reprise 
Reżyseria Joachim Trier. Scenariusz Eskil Vogt, Joachim Trier. Zdjęcia Jakob Ihre. Muzyka Ola Flottum, Knut Schreiner, Olivier Bugge Coutte. Wykonawcy Anders Danielsen Lie (Philip), Espen Klouman-Hoiner (Erik), Viktoria Winge (Kari), Odd Magnus Williamson (Morten), Pal Stokka (Geir), Christian Rubeck (Lars), Henrik Elvestad (Henning), Rebekka Karijord (Johanne), Sigmund Saeverud (Sten Egil Dahl), Tone Danielsen (Inger, matka Philipa) Silje Hagen (Lilian). Produkcja Filmlance International AB - Spillefilmkompaniet 4 1/2 AS, Norwegia - Szwecja 2006. Dystrybucja Best Film. Czas 103 min.

 

 Tomasz Jopkiewicz, Reprise, „Kino” 2008, nr 1, s. 74-75.

© Fundacja KINO 2008


 Film "Reprise" w zaprzyjaźnionym serwisie Filmaster.pl:


Zmieniony ( 20.11.2010. )