Ondine


ONDINE
ANDRZEJ KOŁODYŃSKI

OndineJeśli Neil Jordan robi jeden ze swoich „małych" filmów, w przerwie między wielkimi produkcjami hollywoodzkimi wiadomo, że na ekranie pojawią się dziwne postaci o niepewnym statusie - jacyś dewianci, hermafrodyta, figury z baśni w rodzaju domniemanego wilkołaka obok ludzi jak najbardziej rzeczywistych, choć nie budzących zaufania. Wiedzą o tym miłośnicy kina Jordana, którzy z jednakową fascynacją oglądają wystawny „Wywiad z wampirem" i fascynującą erotyczną dwuznacznością „Grę pozorów" obok skromnego, bezradnie przemilczanego przez krytykę poetyckiego horroru „W towarzystwie wilków". Toteż zwykły, nieprzygotowany widz, który trafi na „Ondine", może być trochę zdezorientowany. Jak potraktować tę dziwną opowiastkę? Jak współczesną baśń, którą niszczy nieoczekiwanie brutalna ingerencja rzeczywistości, po której wszystko, co cudowne, powraca do właściwych, ale i pospolitych wymiarów? Brzmi to dość naiwnie i nie zachęca do obejrzenia filmu.

Ale cierpliwy widz będzie musiał zadać sobie pytanie czy rzeczywiście wszystko? Bo jednak Jordan zawsze pozostawia pewien margines niepewności. Świat nigdy nie jest do końca taki, jak nam się wydaje. Także niezwykła przygoda irlandzkiego rybaka imieniem Syracuse jest tylko otoczką czegoś, co pozostaje ukryte głębiej. Rybak traktowany jest pogardliwie przez otoczenie, bo upijał się i po pijanemu zachowywał jak pajac. Jego żona, która zresztą ma już innego partnera, też sporo popija. No i jest jeszcze dziesięcioletnia córka Annie na wózku inwalidzkim, dziewczynka trochę przemądrzała i samotna. W tej nadmorskiej dziurze instytucję Anonimowych Alkoholików zastępuje miejscowy proboszcz. Gra go Stephen Rea, ulubiony aktor Jordana. Oglądamy go tylko przez kratkę konfesjonału, przed którym klęka Syracuse. Jest ironiczny i nie szczędzi sceptycznych uwag, te dialogi duchownego i penitenta są zaskakująco ostre i dowcipne. Po czym nagle, jak w bajce, codzienność się zmienia, kiedy Syracuse znajduje w swojej sieci piękną dziewczynę. Najdosłowniej. Po prostu wyławia ją z morza. Czy to kobieta z krwi i kości, czy „selka" - kobieta-foka z irlandzkich legend? Tak uważa mała Annie, której nie dziwi baśniowe imię Ondine - wodnej boginki wypływającej z morskich głębin. Bardzo szybko porozumiewa się z przybyłą, która najwyraźniej cierpi na amnezję. W dziecięcym postrzeganiu świata mit i rzeczywistość mieszają się na równych prawach. A Ondine jest tajemnicza i niezwykła. Kiedy śpiewa, w sieć Syracuse'a łapią się cenne kraby i łososie w obfitości. Po prostu działają czary. I miłość - trudno, żeby było inaczej.

OndineTen niezwykły obraz ogląda się z podziwem, bo to świat stworzony na ekranie kamerą mistrza, Christophera Doyle'a. Filmował kiedyś chińskie i argentyńskie krajobrazy dla Wong Kar-waia, teraz pokazuje w głębokich zieleniach, w przymglonych odblaskach słońca nadmorski krajobraz Półwyspu Bara w pobliżu Cork, niby rzeczywisty, a przecież jakby nierzeczywisty, krajobraz okolic bliskich Jordanowi, który jest Irlandczykiem z krwi i kości, i chętnie powraca do ojczyzny. Ale powtórzmy: mimo wszystkich piękności, „Ondine" jest małym filmem, który nie niesie jakiegoś ważnego przesłania. W gruncie rzeczy pozostaje rozrywką zbudowaną przez zręcznego reżysera z filmowej fikcji i z echa tego, co jest dziś bolesną rzeczywistością. Rzeczywistością politycznej przemocy, nielegalnej imigracji, wędrówki ludów naszych czasów. Bo takie odsłania się tło tajemnicy Ondine.

Ale widzowie polscy mają dodatkową niespodziankę zupełnie innego rodzaju. Ondine gra jasnowłosa polska aktorka Alicja Bachleda. A na planie tego filmu połączyła ją miłość z Colinem Farrellem, który tworzy bardzo sugestywną postać Syracuse'a. No i ciąg dalszy znamy: udany związek, dziecko, chrzciny w Krakowie... Romantyczna historia na tle romantycznego filmu, który także kończy się happy-endem, może nieco zbyt pospiesznym, ale emocjonalnie satysfakcjonującym. Czegóż więcej potrzeba?

Ondine
Reżyseria i scenariusz Neil Jordan. Zdjęcia Christopher Doyle. Muzyka Kjartan Sveinsson. Wykonawcy Colin Farrell (Syracuse), Alicja Bachleda (Ondine), Alison Barry (Annie), Dervla Kirwan (Maura), Stephen Rea (ksiądz), Tony Curran (Alex), Don Wycherley (Kettle), Emil Hostina (Vladic), Norma Sheahan, Tom Archdeacon. Produkcja Wayfare Ent., Irish Film Board. Irlandia - USA 2009. Dystrybucja Monolith. Czas 111 min

Andrzej Kołodyński, Ondine, „Kino" 2010, nr 4, s. 77

© Fundacja KINO 2010

Zmieniony ( 22.04.2010. )