Śniadanie do łóżka


ŚNIADANIE DO ŁÓŻKA
KONRAD J. ZARĘBSKI

Polska komedia romantyczna jest zjawiskiem pod każdym względem nieprzewidywalnym. Dobrze mieć pod ręką jakieś narzędzie, by oddzielić obiecujący pomysł od nieświeżych dowcipów, rechot od śmiechu, aktorstwo od tanich gierek czy zbędnej szarży. Niby zawsze chodzi o to samo: trzeba tylko połączyć talenty scenarzysty, reżysera i wykonawców w zgrabną, dowcipną całość. Z drugiej strony wiadomo jednak, że takie połączenie nie zawsze bywa gwarancją sukcesu.

Śniadanie do łóżkaZresztą, samo pojęcie sukcesu jest tu sprawą względną: nawet setki tysięcy widzów i pełna kasa nie sprawią, że film wart będzie zapamiętania. Ale bywają też sytuacje, że reżyser, który ponad miarę nadużył zaufania widzów, następnym tytułem nie tylko ratuje swoją reputację, ale i rozbudza wiarę w możliwość powstania wreszcie udanej polskiej komedii. To przypadek choćby Krzysztofa Langa, twórcy „Śniadania do łóżka”. Akcja toczy się wokół dobrej kuchni, ba – kuchni wyrafinowanej i modnej. Pada nawet nazwa „fusion cuisine” – może i pretensjonalna, ale za to powodująca, że smakoszom ślinka sama płynie do ust. Jednak prezentowane na ekranie frykasy nie są zapowiedzią rodzimego „Skrzydełka czy nóżki”. To tylko tło dla opowieści znacznie mniej wyrafinowanej i bezpretensjonalnej, choć przy omawianiu komedii romantycznej na komplement to może nie wygląda.

Bohaterem „Śniadania do łóżka” jest świetny kucharz, Piotr, który pewnego dnia traci pracę, dziewczynę i (niemal) mieszkanie. Na domiar złego zajeżdża mu drogę blond rowerzystka Marta. Za radą przyjaciela Piotr próbuje wyłudzić odszkodowanie, co udaje mu się raczej połowicznie, a już na własną rękę – w sposób co najmniej brawurowy – zdobywa nową pracę. Wkrótce przygotowane przez niego danie przypada do gustu redaktorowi z telewizji, który robi z niego gwiazdę. To z kolei pociąga sesję w luksusowym magazynie, w którym Marta jest zatrudniona jako stylistka. Wydaje się, że nie ma przeszkód, by tych dwoje związało się na resztę życia, jest jednak kilka „ale”. Po pierwsze, Marta jest samotną matką z bardzo zazdrosnym synkiem, po drugie zaś jej przełożoną jest była narzeczona Piotra, Ewa, która wprawdzie stawia głównie na karierę, ale kiedy zorientuje się, że kucharz świetnie sobie radzi bez niej, rzuca mu kilka kłód pod nogi.

W tym momencie lepiej przerwać streszczenie, zwłaszcza że akcja toczy się wartko i pewnie zmierza do happy endu. Wszak od pierwszego spotkania głównych bohaterów na ekranie staje się jasne, że synek Marty zostanie spacyfikowany, zaborcza Ewa wyeliminowana z gry, a zależny dotąd od humoru właścicieli knajp kuchmistrz stanie na własnych nogach. Mimo tempa, w jakim rozwija się akcja filmu oraz uczucie Piotra i Marty, Krzysztof Lang znalazł miejsce na co najmniej kilka niewymuszonych dowcipów, z których najsmakowitsze wydają się te rozgrywające się nad kuchennym stołem. Wystarczy choćby spojrzeć na twarz Krzysztofa Kiersznowskiego, grającego jednego z restauratorów, która zmienia się w miarę jedzenia przygotowanego przez Piotra sznycla – od pełnej obojętności do rozanielenia. Albo na Roberta Wabicha w drobnej rólce kucharza, który wypija butelkę wina, by jednym wzmocnionym chuchem nadać przygotowywanej potrawie odpowiedni aromat.

Aktorstwo to zresztą jedna z mocniejszych stron filmu Langa. Na ekranie aż roi się od znanych nazwisk i rozpoznawalnych twarzy, ale udało się uniknąć większości znanych póz, zadęcia i prężenia torsów. Co nie znaczy, że – na przykład – Tomasz Karolak jako Piotr zrezygnował z ogrywania swej słynnej już szczerby między zębami: okazuje się, że można to zrobić bez nachalnego wskazywania na nią palcem. Małgorzata Socha zręcznym ruchem uwalnia się od męczącego na dłuższą metę stereotypu Violi Kubasińskiej z serialu „Brzydula”: jej Marta jest postacią wielowymiarową (oczywiście, z zachowaniem proporcji właściwych dla przyjętej przez twórców konwencji) – świadomą swego wdzięku, ale i ostrożną z racji spoczywających na niej macierzyńskich obowiązków. Powściągliwość cechuje także Piotra Adamczyka jako przyjaciela Piotra i zarazem konesera japońskiej kuchni i japońskiej narzeczonej, oraz Izabelę Kunę w roli byłej partnerki zakochanego kucharza, bezpardonowej w dążeniu do kariery.

Śniadanie do łóżkaWarto też dodać, że efekt udanej zabawy wzmacnia decyzja twórców „Śniadania do łóżka”, by bohaterowie filmu nie żyli w Nibylandii pełnej luksusowych samochodów i rozległych apartamentów, nie obnosili też strojów modnych kreatorów (jedyna na planie marynarka od Gucciego zostaje potraktowana sokiem pomidorowym), a o uczuciach i intencjach mówili wprost, wręcz naturalnie. Bo przecież właśnie w naturalności ukryty jest romantyzm polskich komedii romantycznych.

Śniadanie do łóżka
Reżyseria Krzysztof Lang. Scenariusz Hanna Węsierska, Krzysztof Lang według noweli Pawła Mossakowskiego. Zdjęcia Tomasz Naumiuk. Muzyka Grzegorz Daroń. Wykonawcy Tomasz Karolak (Piotr), Małgorzata Socha (Marta), Piotr Adamczyk (Konrad), Izabela Kuna (Ewa), Iwona Bielska (matka Bartka), Wojciech Solarz (Bartek), Krzysztof Kiersznowski (Ludwik), Michał Koterski (fotograf Zbig). Produkcja Figaro Film, Kino Świat, TP SA, Studio Produkcyjne Oto, Akson Studio, PISF. Polska 2010. Dystrybucja Kino Świat. Czas 85 min

Konrad J. Zarębski, Śniadanie do łóżka, „Kino" 2010, nr 12, s. 70

© Fundacja KINO 2010

Zmieniony ( 17.12.2010. )